Niestety Krystyna Sławska nie doczekała publikacji. 14 maja 2014 r. w konsekwencji udaru mózgu trafiła do szpitala. Do ostatnich chwil żyła nadzieją, że weźmie do ręki wydaną książkę. Pytała, co z nią słychać. Zmarła 17 maja 2014 roku. Msza Św. pogrzebowa odbyła się 24 maja w Archikatedrze Chrystusa Króla. Została pochowana w grobie Rodziców na Cmentarzu przy ul. Henryka Sienkiewicza w Katowicach należącym do parafii pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła. W dniu pogrzebu ks. Tadeusz Kraszewski odprawił mszę za Jej duszę w Domu Kapłana Seniora w Sochaczewie.
(...)
W jaki sposób mielibyśmy odbierać Jej wspomnienia, Krystyna osobiście określa we Wstępie. Zdaje sobie sprawę, że opracowała pobyt w Kazachstanie w nieco odmiennej tonacji, niż ma to miejsce w pamiętnikach wielu innych Sybiraków. Ona też przeżyła choroby swoje, mamy i cioci; głód, ból i cierpienie. Krystyna znała publikacje, w których autorzy przedstawiali historie naznaczone wyłącznie zniszczonym życiem i cierpieniem. Przeżywała te losy, rozumiała.
„Na szczęście życie to nie tylko cierpienie, ból, tragedia – czytamy we Wstępie - Życie ma dwa oblicza – cierpienie przeplata się ze szczęściem, łzy żalu ze łzami radości, choroby i ból ze zdrowiem, smutek z radością, a pesymizm z optymizmem. I właśnie to drugie, to optymistyczne oblicze życia na zesłaniu chciałam ukazać moim Czytelnikom”. Było jej łatwiej przekazać to „drugie oblicze życia na zesłaniu” także dlatego, że pisząc wspomnienia, wróciły jak żywe intensywnie przeżywane doświadczenia o różnym natężeniu emocji.
Swój zamysł podkreśliła wymyślając tytuł książki. Na pozór dziwny: „A niech to wszystko mole zjedzą”. O tym, że trafnie dobrała tytuł do charakteru treści, przekonujemy się czytając Jej wspomnienia. Kazach o imieniu Dosan, który używał powiedzenia o molach, wyróżniał się pogodą ducha i otwartością w stosunku do innych, również do Polaków. „Był bezpośredni, szczery, kulturalny i z poczuciem humoru” – pisała o nim Krysia. - Gdy z ust Dosana padały słowa >Cztob was moli sjeli> wiadomo było, że go coś musiało poruszyć, do śmiechu też. Czuliśmy się przy nim, a on przy nas swobodnie. Rozmawiało się z nim na tematy polityczne bez specjalnego skrępowania, co tam i w tamtych czasach było ewenementem!”. Musiała jej imponować postawa Dosana, tak wyróżniająca go od innych. Z uśmiechem i słowami „A niech to wszystko mole zjedzą!” zaprosił przecież zdumionych, polskich skazańców na swój ślub. Tymi samymi słowami skomentował też to, że go żona wkrótce porzuciła, a co gorsza kradnąc dwa konie.
--------------------
Takie są te wspomnienia z Kazachstanu pisane przez Krystynę Słabówną (jej stryj - Mieczysław Słaby był lekarzem na Westerplatte). Pisane ciepło, optymistyczne, widziane oczyma dziecka. I przez dzieci mogłyby być też być czytane.
-----
opublikowane po raz pierwszy: wt., 25/11/2014 - 22:46 na: http://www.blogmedia24.pl/node/69749

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz