3. @Maryla
Zacznę od końca. Ks. Luter dzwoni do Wajdy i mówi mu, że Franciszek wspomniał o jego filmie. Potem opowiada o tym Wybiórczej. Piękna bajeczka. Moim zdaniem tu nie ma przypadku. Biskupi zapytali Franciszka, czy ogladał Wałęsę. Nie oglądał. Gdyby było inaczej Wybiórcza miałby newsa na 1 stronę. Myślę też, że biskupi mieli misję związaną z propagitką. Zaproponowali papieżowi specjalny pokaz w Watykanie. Czy Franciszek się zgodził? Zobaczymy. W każdym razie wspomniał przy okazji o obrazku z "Lotnej", może zresztą ktoś mu to "wspomnienie" podsunął.
Piszesz "Wałęsa jest jeszcze potrzebny Okrągłostołowcom do hucpy wewnetrznej szykowanej na 4 czerwca. Potem pójdzie do lamusa".
Otóż to. Właśnie w Święto Komoruskie puszczą ten film. Na jedynce po dzienniku. Żeby miliony zobaczyły. I dopiero wtedy propagitka spełni swoje zadanie. Potem za pół roku puszczą na TVP Historia, na Święta (wszystko jedno jakie) powtórzą w Dwójce. I tak przez następne lata.
Ten film nie jest dla Ciebie, Marylo, nie jest dla mnie. To film dla przeciętnego widza, o czym stale zapominają recenzenci słusznie krytykujący niski poziom propagitki. Ten docelowy milionowy widz obejrzy film w telewizji. I nie ma zmiłuj. Więckiewicz budzi sympatię - lepiej nie oglądać.
W "Kanale" czy "Człowieku z marmuru" Reżyser musiał szyć grubiej, ukrywać ściegi, symbole i metafory stawiać w głębszych warstwach. W filmie o Nieskazitelnym od początku mówi wprost, fałszuje bez krępacji, ładuje propagandę bez znieczulenia, bez ukrywania intencji. O czym to świadczy? Ano o tym, że milionowy widz jest dziś na bardzo niskim poziomie. Na niższym niż 20-40 lat temu. Że postępuje skretynienie, dołowanie potencjału intelektualnego masowej widowni. Dlatego trzeba mówic wprost, otwartym tekstem, powtarzalnymi bonmotami, jak w trzykrotnie powtarzanym obrazku, w którym Rycerz daje Żonie Szlachetną Paczkę - zegarek i obrączkę, żeby mogła sprzedac jak będzie źle.
Pozdrawiam serdecznie
5. @guantanamera
A ja dopiero na tym filmie zobaczyłem, że oni obaj to ten sam sznyt. Toczka w toczke.
Co do Szlachetnej Paczki: zegarek i obrączka pojawiają sie aż trzy razy. Szlachetny ściąga je z ręki i daje Żonie, żeby spienięzyła, jak im, Rodzinie, będzie źle. Bo jego właśnie zabieraja ubecy, nie wiadomo kiedy wróci i w ostatnim geście Ojca i Męża daje Jej te najdroższe (w podwójnym znaczeniu tego słowa) przedmioty. Więc jakże taki Nieskazitelny mógłby - pry Reżyser - brać jakiekolwiek gifty od bezpieki, osiagać jakieś profity. To przeciez biedna, ideowa, kochająca sie i pełna poświęceń Rodzina. Żona w akcie miłości i zawierzenia zwraca Szlachetną Paczkę Rycerzowi, gdy ten staje się Wałęsą Kierującym Krajem.
Pozdrawiam serdecznie
ps. W czerwcu będą nam sprzedawać Mit o Rycerzach Okrągłego Stołu
9. Dzis wnuk Wincentego Kraśki
wzorcowe dziecko resortu Piotr Kraśko, połowę dziennika poświęcił na budowę Mitu Okrągłego Stołu. Wspomniał nawet o Franciszku i "Lotnej" Reżysera.
16. Symptomatyczne:
Przygotowania do organizacji "Roku Polski w Rosji i Roku Rosji w Polsce (2015 r.)" były tematem posiedzenia polsko-rosyjskiej grupy roboczej, które odbyło się 11 października 2013 r. w Warszawie.
Stronie polskiej przewodniczyła podsekretarz stanu ds. problematyki wschodniej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, zaś stronie rosyjskiej Specjalny Przedstawiciel Prezydenta Rosyjskiej Federacji ds. Międzynarodowej Współpracy Kulturalnej, Michaił Jefimowicz Szwydkoj. W spotkaniu wziął także udział Ambasador Federacji Rosyjskiej w Rzeczypospolitej Polskiej, J.E. Aleksander Aleksiejew.
20. Ciekawe czy Bolek przyjdzie na uroczystość
4 dni z Wajdą. Gdańsk uczci nowego Honorowego Obywatela
Pokazy filmowe, wystawy i spotkania z Mistrzem. W ten sposób Gdańsk uczci nadanie tytułu Honorowego Obywatela Miasta Gdańska jednemu z najwybitniejszych polskich reżyserów filmowych i teatralnych.
O filmowym geniuszu Andrzeja Wajdy nie trzeba przekonywać. Współtwórca polskiej szkoły filmowej i kina moralnego niepokoju, autor filmów psychologicznych, historycznych, politycznych, a także adaptacji dzieł literatury pięknej ma w swoim dorobku najważniejsze nagrody filmowe. Za słynnego „Człowieka z żelaza” zdobył Złotą Palmę na Festiwalu Filmowym w Cannes, jest także laureatem Oscara - Nagrody Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej - za całokształt twórczości. Od niedawna polski reżyser jest Honorowym Obywatelem Miasta Gdańska. W marcu osobiście odbierze dyplom i wpisze się do miejskiej księgi pamiątkowej.
Z okazji nadania tytułu, w sobotę 12 marca 2016 roku odbędzie się uroczysta sesja Rady Miasta z udziałem prezydenta Pawła Adamowicza i Andrzeja Wajdy. Uroczystość rozpocznie się o godz. 12. w Dworze Artusa (ul. Długi Targ 43/44). O oprawę muzyczną zadba Cappella Gedanensis pod dyrekcją Rafała Kłoczki, oraz Monika Kaźmierczak, która zagra na gdańskim carillonie mobilnym. Po ceremonii w Wielkiej Sali Wety w Ratuszu Głównego Miasta (ul. Długa 46/47) na przybyłych czekać będzie poczęstunek.
To nie koniec atrakcji. Nadanie Reżyserowi tytułu Honorowego Obywatela Miasta Gdańska uświetni czterodniowy przegląd jego twórczości: „Według Wajdy”. Wydarzenie odbędzie się w dniach 11-14 marca 2016 roku w Europejskim Centrum Solidarności (Gdańsk, pl. Solidarności 1). Będzie to okazja, by zapoznać się z najsłynniejszymi filmami artysty, począwszy od kultowego „Popiołu i diamentu” z 1958 roku ze Zbigniewem Cybulskim w roli głównej, a kończąc na jednej z nowszych produkcji: „Wałęsa. Człowiek z nadziei”.
Przeglądowi towarzyszyć będą dwie wystawy: „Andrzej Wajda. Szkice” - ze zbiorów Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie, oraz „Ukryte / Wypowiedziane / Przypomniane. Grudzień ’70 w filmowym tryptyku Andrzeja Wajdy”. Na tych, którzy pojawią się w ECS w poniedziałek 14 marca czeka wyjątkowa niespodzianka: po ekspozycjach oprowadzać będzie sam reżyser. Początek o godz. 12. Wstęp wolny.
Program przeglądu twórczości Andrzeja Wajdy w Europejskim Centrum Solidarności, audytorium ECS:
Piątek, 11 marca
- godz. 18 - projekcja filmu „Ziemia obiecana” (1974 r.).
Sobota, 12 marca
- godz. 14 - projekcja filmu „Kanał” (1956 r.);
- godz. 16 - projekcja filmu „Popiół i diament” (1958 r.);
- godz. 18 - spotkanie Andrzeja Wajdy z młodzieżą. Moderator: prof. Krzysztof Kornacki - filmoznawca, Uniwersytet Gdański;
- godz. 20.30 - projekcja filmu „Krajobraz po bitwie” (1970 r.).
Niedziela, 13 marca
- godz. 14 - projekcja filmu „Brzezina” (1970 r.);
- godz. 16 - projekcja filmu „Panny z Wilka” (1979 r.);
- godz. 18 - spotkanie z Andrzejem Wajdą i Krystyną Zachwatowicz. Moderator: Dorota Wellman, dziennikarka, która wcieliła się w postać Henryki Krzywonos w filmie „Wałęsa. Człowiek z nadziei”;
- godz. 20.30 - projekcja filmu „Wałęsa. Człowiek z nadziei” (2013 r.).
Poniedziałek, 14 marca
- godz. 16 - projekcja filmu „Danton” (1982 r.);
- godz. 18.30 - spotkanie z Andrzejem Wajdą. Rozmawiają: Witold Bereś i Krzysztof Burnetko, autorzy książki „Andrzej Wajda. Podejrzany”.
21. Andrzej Wajda z okazji
Andrzej Wajda z okazji swoich 90. urodzin
udzielił wywiadu „Tygodnikowi Powszechnemu”. Padły w nim ostre słowa pod
adresem braci Kaczyńskich. Wybitny reżyser w rozmowie z tygodnikiem
żarliwie broni Lecha Wałęsy, a Polskę pod rządami PiS przyrównuje do...
PRL!
Andrzej
Wajda urodził się 6 marca 1926 r. W związku z przypadającym za kilka
dni jubileuszem 90. urodzin reżysera „Tygodnik Powszechny” przeprowadził
z nim obszerną rozmowę. W większości poświęcona jest najnowszemu
filmowi Mistrza o jednym z największych awangardowych artystów XX wieku,
Władysławie Strzemińskim, jego wcześniejszym dziełom i wątkom
autobiograficznym, ale nie mogło zabraknąć też pytań o bieżącą sytuację
polityczną, w tym najgłośniejszą sprawę ostatnich tygodni, czyli
upublicznienie teczek TW „Bolka”. Wybitny reżyser ocenił, że to, dzieje
się wokół Lecha Wałęsy, jest obrzydliwe.
–
Po prostu nie mogą znieść, że oni nie odegrali żadnej roli, a Lechu
odegrał zasadniczą – stwierdza, mając zapewne na myśli Jarosława i Lecha
Kaczyńskich. – Trzeba zrozumieć, że jeżeli się pertraktuje z władzą,
która ma czołgi, samoloty, wojsko i wszystkie służby, to nie można
udawać silnego. Trzeba też pamiętać, o czym nikt teraz nie przypomina,
że byliśmy otoczeni. Armia Radziecka stała w Polsce, Czechosłowacji i
NRD. Dyskusja odbywała się tylko dlatego, że władza chciała się dzięki
„Solidarności” zalegalizować. Myślała: „Teraz siedzimy przy Okrągłym
Stole, a potem... Potem będzie ich trochę w rządzie, ale nas więcej,
sytuacja w ZSRR się ułoży...”. Oni na to liczyli – i jeżeli by się ich w
tym przekonaniu nie utrzymywało, to te rozmówki by się momentalnie
skończyły – tłumaczy Andrzej Wajda.
Zdaniem
Wajdy sytuacja polityczna jest dziś w Polsce niebezpieczna. – Na tę
polityczną rzeczywistość budzi się społeczny odpór. Powstaje w sposób
naturalny, jest przejawem krytycznego stosunku społeczeństwa do
„dobrych” zmian. Ten odpór mnie najbardziej interesuje. Biorę w nim
zresztą udział. Dałem nazwisko do Komitetu Obrony Demokracji – mówi
twórca „Popiołu i diamentu”.
Dalej reżyser jeszcze ostrzej
recenzuje rządy PiS. Stwierdza, że wracamy do... PRL-u. – Obiecują
zbawienie, kiedy państwo będzie rządzić wszystkim. Myśmy przecież to już
przerabiali. Czym była Polska Ludowa, jak nie tym? Rządzili każdą
fabryką, każdą szkołą i każdym artystą z osobna. A po co myśmy się
chcieli z tego wydostać? Po to, żeby znowu wejść w tę samą wodę? – pyta
dramatycznie w „Tygodniku Powszechnym” Wajda.
http://www.fakt.pl/politycy/andrzej-wajda-to-co-robia-z-lechem-jest-obrz...
- edytuj
- odpowiedz
- usu
24. Jeśli mamy być Polską,a nie"tym krajem" filmy AW trzeba odrzucić
kazef, sob., 05/03/2016 - 13:04Polacy tacy są właśnie. Gdy człowiek tu do czegoś dojdzie, musi się liczyć z tym, że wcisną mu wszystkie grzechy, nawet te, których nie ma na sumieniu
— mówi w obszernym wywiadzie na łamach „Gazety Wyborczej” Andrzej Wajda.
W niedzielę Andrzej Wajda kończy 90 lat. Z tej okazji w „GW” przeprowadziła długą rozmowę z reżyserem. Autorka wywiadu Donata Subbotko stwierdza w nim, że w kwestii spraw polskich „nie ma bardziej polskiego reżysera”. I zadaje pytanie odnośnie planów rządu dotyczących wspierania filmów patriotycznych.
Filmy patriotyczne to najbardziej chciał robić generał Moczar. Oni i jego ludzie uważali, że nie robię takich filmów i nie jestem patriotą. Także ja to przerobiłem w PRL-u. Zresztą powstał już film patriotyczny „Bitwa pod Wiedniem”. Zwycięstwo wiedeńskie okazało się największą klęską polskiej kinematografii. Poza tym artysta może sobie wybrać - chce być sługą narodu, to jest, bardzo proszę, ale nikt nie może mu takiej roli narzucać
— mówi Wajda.
Reżyser „Wałęsy. Człowieka z nadziei” odniósł się także do tego właśnie filmu w kontekście ostatnich doniesień IPN-u. Nie obawia się krytyki, bo twierdzi, że przekazał w nim prawdę.
Ta władza się zmieni i jej wersja historii nie przetrwa. A jeśli chodzi o moje filmy, to mogę chyba powiedzieć, że świat je zna i wie, że one własnie niosą prawdę o tym kraju.
Również nie przejmuje się zawartością teczek gen. Kiszczaka o TW „Bolku”. Twierdzi, że to nie ma dla niego znaczenia.
Poznałem Lecha Wałęsę w czasie historycznych wydarzeń, znam rolę, jaką w nich odegrał, mało mnie obchodzą mniej czy bardziej sfabrykowane dowody z przeszłości
— przekonuje.
Uważa też, że w Polsce obecnie głosi się nacjonalistyczne idee, co przypomina mu Polskę przedwojenną.
Wałęsa to wytwór tej Polski, którą ja chcę widzieć. Polskę ludzi, którzy biorąodpowiedzialność za innych. Patrzę z niepokojem na to, co się dzisiaj dzieje, ale nie mogę nie pamiętać tego społeczeństwa, które dało dowody patriotyzmu, tworząc „Solidarność”. Stało się to, co było marzeniem poprzednich pokoleń, nagle przy robotnikach stanęli intelektualiści, artyści. To się teraz musi powtórzyć.
Uderza też w tę część Polaków, która krytycznie odnosi się do niego bądź Lecha Wałęsy.
Polacy miotają się od ściany do ściany, przynajmniej ta część, która nie chce się skonfrontować z cywilizowaną Europą. Świat się zmienia, chcemy czy nie chcemy, a my mamy odwracać się od niego, siedzieć w papuciach przy kominku i czytać Sienkiewicza? Za chwilę nawet kominka nie będzie, bo wytniemy lasy i spalimy wszystko, co jest do spalenia
— ironizuje.
Liczy, że dla nich otrzeźwiająca będzie rzeczywistość ekonomiczna.
Kiedy ci, którzy wspierają złote myśli narodowo-patriotyczne, zobaczą, jak kurczą im się zarobki, to szybko otrzeźwieją.
I choć reżyser zapewnia, że nie poucza nikogo i nie uważa siebie za najlepszy przykład do naśladowania, to trzeba przyznać, że przekonanie o swej nieomylności wydaje się być co najmniej dziwne. Najwyraźniej są osoby odporne na wszelkie fakty…
lap/Gazeta Wyborcza
http://wpolityce.pl/kultura/284056-wajda-w-swoje-90-te-urodziny-na-lamach-gw-broni-walesy-i-niepokoi-sie-sytuacja-w-kraju-ta-wladza-sie-zmieni-i-jej-wersja-historii-nie-przetrwa
25. Wajda o „Bolku”: To jest
kazef, pon., 06/06/2016 - 19:49Wajda o „Bolku”: To jest sfabrykowane, z całą świadomością
Dodano: 06.06.2016 [16:41]W udzielonym niedawno dla portalu Onet.pl wywiadzie Andrzej Wajda protestował przeciwko „Polsce nacjonalistycznej”. Reżyser filmu pod tytułem „Wałęsa. Człowiek z nadziei” odniósł się również do sprawy TW „Bolka”.
Andrzej Wajda, zapytany przez portal o kierowane pod adresem byłego prezydenta zarzuty współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa odpowiedział:
- To jest sfabrykowane, z całą świadomością. Ktoś chce się podszyć pod zwycięstwo Solidarności, chcąc nam wmówić, że osoby, które nie odegrały wtedy żadnej roli, odegrały rolę decydującą. Ja tam byłem, widziałem te wydarzenia, miałem ze sobą kamerę. Gdyby oni tam byli, kiedy filmowałem tamtą rzeczywistość, zauważyłbym ich albo miał na zdjęciach. Jakoś ich jednak tam nie widzę.
Artysta w wywiadzie pożalił się również na obecną sytuację w kraju. Na pytanie, czy czuje się reżyserem narodowym, odparł:Tak, myślę że nim jestem, choć dzisiaj to pojęcie zawłaszczyli nacjonaliści.
Czytaj też: Wajda chce KOD w Sejmie i żali się Niemcom: „Nie o taką Polskę walczyłem”
W jego wypowiedziach pobrzmiewały również echa iście gombrowiczowskiego myślenia:Moje życiowe doświadczenie sięgało jeszcze Polski przedwojennej, nacjonalistycznej, antysemickiej. Takiego chaosu jak wtedy we wrześniu 1939 roku, tej ucieczki władzy i tego, że główny dowódca znajduje się za granicą, a armia nie wie, jak się ma zachować, bo nie ma żadnej decyzji, nie mogłem pojąć. Zrozumiałem, że nacjonalistycznej Polsce mówię NIE. Było to dla mnie, wtedy trzynastoletniego chłopca, zupełnie oczywiste. I do dziś pozostało bolesnym doświadczeniem mego życia. [...]
Słowo „naród” jest bardzo nadużywane. Polskość… Czyli że prawdziwy Polak ma bezkrytycznie przyjmować wszystko to, co każdorazowa władza uważa za słuszne i nietykalne.http://niezalezna.pl/81461-wajda-o-bolku-j
27. @Maryla
kazef, pon., 06/06/2016 - 20:44Wklejam tu różne wypowiedzi Wajdy, bo on nawet za komuny trzymał język na wodzy i się nie zdemaskował. Teraz pokazuje kim jest - wie, że koniec jego oszczerczej legendy jest bliski.
5 marca 2016 Cezary Gmyz pisał w trzech kolejnych twittach na twitterze:Artysta niewątpliwie
klasy światowej okazuje się kilkunastoletnim współpracownikiem bezpieki. SzkodaTym razem nie podam
żadnych personaliów artysty do momentu mojej publikacji. Nie lubię czytać
uprzedzających kublikacji.Są akta kolejnego
tajnego współpracownika bezpieki, wybitnego artysty wspierającego Platformę.
Ale mi przykro @czuchnowski & @A_KublikKomentujący przypuszczali, że musi chodzić albo o Pendereckiego, albo o Wajdę. Do dziś Gmyz żadnej publikacji na ten temat nie przedstawił. Kiedy do niej dojdzie? Nie wiadomo. Osobiście obstawiam Wajdę.est-sfabrykowane-z-cala-swiadomoscia
19. .
Braun: w sprawie Wałęsy trwa festiwal hipokryzji
W komentowaniu najświeższej „rewelacji” odnalezienia oryginałów dokumentów poświadczających zdradę Wałęsy uczestniczy cała parada hipokrytów wcześniej opowiadających się za reglamentowaniem tej smutnej prawdy, albo występujących w charakterze stróżów i żyrantów kłamstwa jego biografii – mówi w rozmowie z PCh24.pl Grzegorz Braun, reżyser filmu „TW Bolek”.
Coś się zmieniło? Tyle się mówi o ujawnionych dokumentach dotyczących TW Bolka. Wyemitowano nawet pański film poświęcony tej postaci.
Z jednej strony to jest dobra rzecz - jak to mówią: "dobra psu i mucha" - że po tylu latach parę osób więcej może zapoznać się z informacjami istotnymi dla zrozumienia nie tylko historii, ale także punktu w którym się obecnie znajdujemy. Jednak fakt, że w 2016 roku zakłamanie biografii Lecha Wałęsy nadal przysparza zamętu w polskim życiu publicznym - to stanowi najpoważniejszy punkt aktu oskarżenia tego łajdaka przed sądem historii.
Do tych pierwotnych kłamstw stanowiących fundament jego kariery politycznej on dołożył kolejne – w interesie własnym i całej post-peerelowskiej łże-elity. Kolejne próby odsłonięcia prawdy – dziś już oczywistej – skutkowały nagonką na tych, którzy się o nią upominali. Fałszywa legenda Wałęsy była traktowana – słusznie – jako centralny zwornik systemu dezinformacji III RP. Jeszcze dziś głos zabierają etatowi żyranci wałęsowskich matactw: Smolar, Wujec, starszy Lis (ten co do "Solidarności" wszedł z gdańskiej PZPR) i młodszy Lis (jeden z Goebbelsików III RP) et consortes. Łączy ich z Wałęsą wspólnota interesów i podobnie nieprzeparta potrzeba retuszowania własnych życiorysów.
Od czasu, gdy przed dziesięciu laty pracowałem nad filmami o Lechu Wałęsie - a były to najpierw "Plusy dodatnie, plusy ujemne", a potem "TW Bolek" - wylano na nas całą rzekę nowych kłamstw i oszczerstw. W balsamowanie tego łajna zaangażowali się przecież tak prominentni propagandyści i agenci wpływu jak sam Andrzej Wajda. W podtrzymywanie mitu Wałęsy żywo angażowali się nie tylko Polacy - wspomnijmy dezinformacyjne występy z jednej strony np. prof. Normana Daviesa, a z drugiej ambasadora Stephena Mulla.
Ale nie tylko zagraniczni "moderatorzy" (specjaliści od usypiania polskiej opinii publicznej), nie tylko cała post i neo-eurokomuna walczy o Wałęsę do upadłego. Na naszych oczach rozgrywa się spektakl hipokryzji w wykonaniu tych, co w porę uciekli z tamtego tonącego okrętu. W komentowaniu najświeższej "rewelacji" odnalezienia oryginałów dokumentów poświadczających zdradę Wałęsy uczestniczy cała parada hipokrytów wcześniej opowiadających się za reglamentowaniem tej smutnej prawdy, albo występujących w charakterze stróżów i żyrantów kłamstwa jego biografii.
Kogo ma Pan na myśli?
Pierwszy z brzegu przykład to prof. Antoni Dudek. Nie kto inny a on właśnie, gdy trwały już prace redakcyjne nad książką Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka deklarował, że zrobi wszystko aby ta publikacja nie ujrzała światła dziennego. Obok niego bryluje dziś w charakterze eksperta dr Grzegorz Majchrzak z IPN, który przed dziesięciu laty biorąc udział w tzw. kolaudacji, która przesądziła o odłożeniu na półkę w TVP pierwszego filmu o sprawie "Bolka"-Wałęsy pt. "Plusy dodatnie, plusy ujemne", wypowiadał przekonanie, że "nie czas jeszcze" mówić o tych sprawach. Nie kto inny także, a sam Bronisław Wildstein oceniał ten film jako "niesprawiedliwy" wobec Wałęsy, a jego ludzie ocenzurowali wersję reżyserską filmu "TW Bolek" tuż przed emisją w 2008 r.
Która scena "wyleciała" z filmu?
Ówczesne kierownictwo TVP - ustami bodajże Jana Polkowskiego - zażądało wyeliminowania zakończenia, w którym wykorzystałem nagranie uroczystej przysięgi prezydenckiej Lecha Wałęsy. Dokonano tego szantażując, że film nie zostanie w ogóle wyemitowany, jeśli scena nie zostanie wycięta przez producenta – co kosztowało notabene poważne ochłodzenie naszych osobistych stosunków i dłuższą przerwę w twórczej współpracy. A dziś oglądam niektórych z tych ludzi występujących w rolach ekspertów w dziedzinie zakłamania, w którym sami brali udział.
Jak rozumiem, chodziło o podtrzymanie tej wersji, wedle której Wałęsa, owszem, nie jest całkiem w porządku, ale "ma też swoje zasługi". Ta wersja i dziś ma się całkiem dobrze, i jest bezkrytycznie reprodukowana np. przez ministra Piotra Glińskiego, któremu wciąż zdaje się, że historia "Bolka" to tylko przypadek uwikłania z początku lat 70. Wałęsa, jak mówi pan minister, "się zaplątał". To kolejna dezinformacja i kolejna wersja zgniłego kompromisu z prawdą.
A jaka jest prawda?
Otóż współpraca z SB w charakterze płatnego kapusia - to w życiu Lecha Wałęsy, owszem, zaledwie epizod - może nawet stosunkowo mało znaczący w kontekście jego całożyciowej lojalności wobec służb wojskowych, sowieckiej polskojęzycznej bezpieki. I to jest konstytutywny wątek biografii Lecha Wałęsy - trwająca do grobowej deski lojalność względem generałów Kiszczaka i Jaruzelskiego. Prezentowane nam rozważanie przypadku drobnego kapusia "Bolka" to wersja "soft" i "light" kłamstwa biografii Wałęsy. Poważniejsze sprawy odsłonią się nam, kiedy zobaczymy Wałęsę jako lojalnego donosiciela od lat 60. Najpierw w ewidencji MO, a WSW - już w czasie odbywania przez niego zasadniczej służby wojskowej. Donosiciela oddanego w dzierżawę przez bezpiekę "zieloną", bezpiece "niebieskiej" na grudzień 1970 i kilka pracowitych lat jakie potem nastąpiły. Do dziś żyją przecież jeszcze jego koledzy-stoczniowcy, na których życiu zaważyły donosy płatnego kapusia "Bolka". Jednak już w 1976 roku Wałęsa zostaje najwyraźniej reaktywowany jako agent bezpieki wojskowej. Tego ślady dostrzegamy w znanych od dawna dokumentach. Jednak ich interpretacja przez historyków budzi poważne zastrzeżenia.
Jakie to dokumenty i ślady?
To znana od dawna notatka z rozmowy Wałęsy z funkcjonariuszami SB Ryszardem Łubińskim i Czesławem Wojtalikiem z 1978 r. Czytamy w niej, że Wałęsa zapowiedział iż o "nachodzeniu go przez SB zamelduje komu trzeba". Z całego kontekstu sytuacyjnego wynika, że może chodzić wyłącznie o bezpiekę wojskową. Pamiętajmy, że jak relacjonuje Krzysztof Wyszkowski, Wałęsa zgłosił się wcześniej do działaczy Wolnych Związków Zawodowych jako ewidentny prowokator.
Tym, którzy biorą za dobrą monetę dezinformacje płynące m.in. z gdańskiego muzeum "Solidarności" (etatowo fałszują tam historię ludzie spod znaku prof. Friszke) polecam również uważną lekturę zachowanego protokołu rozmowy Wałęsy z pułkownikami Kilisiem (MON) i Starszakiem (MSW) jesienią 1982 r. Wałęsa prowadzi z nimi dialog w siedzibie prokuratury wojskowej w Warszawie, kiedy jest zwalniany z internowania i podkreśla swoje zasługi dla reżimu komunistycznego.
Nie zapominajmy wreszcie o tym wszystkim, co zrobił Wałęsa dla zakłamywania najnowszej historii już jako prezydent RP. Powinien za to odpowiadać przed Trybunałem Stanu. Należy także pamiętać o ludzkich ofiarach poniesionych w walce o prawdę, a zatem ofiarach samego Lecha Wałęsy.
Ofiarach?
Wymienię tu Henryka Lenarciaka, którego jedyny wywiad na ten temat został wykorzystany w filmie "Plusy dodatnie, plusy ujemne" . Ten starszy kolega Wałęsy ze stoczni na stare lata pracował jako nocny portier - wkrótce po upublicznieniu filmu stracił pracę i zaraz potem zginął w ulicznym wypadku. Zatem kto chciałby podchodzić z pobłażaniem do sprawy "Bolka" jako niewinnej słabostki wielkiego człowieka niech najpierw zapozna się z biografią śp. Lenarciaka.
Trzeba wspomnieć także majora Janusza Stachowiaka. Kilka lat temu został on zaszczuty za swój udział w filmie, a także składanie zeznań podczas procesu jaki Wałęsa wytoczył Krzysztofowi Wyszkowskiemu. Śp. major - zmarł jak stwierdzono śmiercią samobójczą - okazał się jedynym funkcjonariuszem SB nie wahał się w tej sprawie mówić prawdy. Od niego pochodzi informacja o wcześniejszej rejestracji Wałęsy jako kapusia przez bezpiekę wojskową. Moim zdaniem należy mu się wysokie odznaczenie, a śledztwo w sprawie jego tajemniczego zgonu powinno zostać wznowione.
Do osób skrzywdzonych należy niewątpliwie także Anna Walentynowicz, z której za życia Wałęsa próbował zrobić mściwą wariatkę; jego ofiarą padł także Krzysztof Wyszkowski. A poza wymienionymi wyżej badaczami, ofiarą ogólnopolskiej nagonki stał się także Paweł Zyzak. Udział seansach szyderstwa i nienawiści wobec niego wzięli przecież przedstawiciele najwyższych władz państwowych z premierem Tuskiem na czele. Bardzo to charakterystyczne, że w ostatnich dniach Paweł Zyzak nie znalazł się na radarach warszawskich mediów. Sądzę, że w mediach bryluje do dziś całkiem sporo takich autorytetów, które nigdy nie zapomną kol. Zyzakowi własnego oportunizmu, jakim zdążyli się wykazać w jego sprawie.
Jaką rolę w sprawie ujawnienia materiałów dotyczących TW Bolka odegrała wdowa po generale Kiszczaku?
Jest kilka opcji. Ta najprostsza i chyba raczej mało wiarygodna, że pani Kiszczakowa wykazała się zwyczajnym brakiem rozsądku. A może to osoby życzliwe i bliskie wdowie wytłumaczyły jej, że bycie depozytariuszem takich tajemnic może kosztować życie? Akcja w świetle reflektorów sprawia, że zainteresowani mogą upewnić się, że pani Kiszczakowa nie jest w posiadaniu ani jednej kartki papieru mogącej posłużyć w demaskacji kolejnego historycznego autorytetu i legendy. W tym środowisku dobrze przecież pamięta się tragiczny los małżeństwa Jaroszewiczów. Może więc pani Kiszczakowa zadziałała bardziej racjonalnie, niż się to z pozoru zdawało.
Kiedy słyszę natomiast, że pierwszy jej kontakt z IPN miał miejsce już dwa tygodnie temu, to nie mogę sobie zadać innego pytania: czy w tym czasie nie można było przygotować tej akcji porządnie – aby przy okazji spenetrować domy i dacze większej liczby postpeerelowskich generałów? Przeprowadzona takimi jak nam to pokazano w mediach metodami akcja IPN i służb policyjnych miała dość mizerne efekty - ale przy okazji spełniła funkcję sygnału ostrzegawczego skierowanych do ew. nieprzezornych, by zrobili porządek z papierami, których są depozytariuszami.
A jak ocenia Pan działania IPN i jego prezesa Łukasz Kamińskiego?
Jego występy z ostatnich dni są próbą autoliftingu własnej biografii. Prezes Kamiński był bowiem osobiście stróżem niepamięci oraz jednym z żyrantów tego zakłamania. IPN pod jego kierownictwem dokonał pełnego powrotu do niesławnej pamięci "kiereszczyzny", czyli pierwszych lat funkcjonowania Instytutu pod kierownictwem Leona Kieresa. Wówczas trudno było patrzeć na niego inaczej, niż jako na ostatnią kombinację dezinformacyjną Czesława Kiszczaka.
Czyli rozgrywa się - zwłaszcza w mediach - obecnie spektakl mający na celu dalszą reglamentację wiedzy o Wałęsie i III RP?
Owszem. Jeśli bowiem reżimowa telewizja mówi o czymś na okrągło przez 3 dni, to trudno nie pomyśleć jakie tematy schodzą z czołówek.
Ma Pan jakieś propozycje?
Na przykład wypowiedzenie przez Polskę, nie pierwszy to już raz, wojny państwu rezunów islamskich. Także inne czarne chmury, które zbierają się nad Polską. Moim zdaniem jeszcze w tym sezonie będziemy świadkami kulminacji... Kto wie, czym zostaniemy w pierwszej kolejności zbombardowani: kryzysem finansowym, wojną ukraińską, czy zamachami, których autorstwo przypisane zostanie "ekstremistom" - niekoniecznie już tylko islamskim? W tej sytuacji zatykanie mediów na całe doby seansem hipokryzji i zakłamania z pewnymi tylko pierwiastkami prawdy nie jest z pewnością dobre.
Czego zatem nowego dowiedzieliśmy się o Wałęsie?
O Lechu Wałęsie – zgoła niewiele. Ale i to, co już od dawna wiadomo, wystarczy do rewizji obowiązującej wersji historii – z jednoznacznie negatywnym dla niego skutkiem. Tym, którzy martwią się, że na dekonstrukcji mitu Wałęsy wszyscy coś tracimy, że "Polska traci", odpowiedzmy, że kłamstwo i łajdactwo nie mogą być fundamentem żadnej dobrej sprawy. Cóżby to była za Polska, gdyby jej przyszłość miała zależeć od utrzymywania zmowy milczenia nad łajdackimi sprawkami jednego oszusta?
Rozmawiał Łukasz Karpiel
Read more: http://www.pch24.pl/braun--w-sprawie-walesy-trwa-festiwal-hipokryzji,41344,i.html#ixzz40eL26zRG