piątek, 28 stycznia 2022

"Trójka" - wentyl bezpieczeństwa (fragment "Resortowych dzieci") cz. 3 (ostatnia)

 


Do „Trójki” w latach 80. trafił również Grzegorz Miecugow, który zajmował się tematyką młodzieżową - jeździł m.in. do NRD (1985), aby zbierać materiały o tematyce młodzieżowej, oraz do Korei Północnej, gdzie w 1989 roku w Phenianie brał udział w Festiwalu Młodzieży i Studentów. Nie bez znaczenia w karierze Grzegorza Miecugowa był fakt, że jego ojciec, Brunon Miecugow, był znanym dziennikarzem doskonale funkcjonującym w socjalistycznej prasie. W archiwach IPN figuruje on jako tajny wspłółracownik – materiały na jego temat zostały jednak zniszczone w 1990 roku. (szerzej o Brunonie Miecugowie i funkcjach PRL-owskiej satyry trwających do dziś zob. w tekście Piotra Lisiewicza na stronie http://niezalezna.pl/10273-od-miecugowa-do-miecugowa – przyp. kazef) (...).

Grzegorz Miecugow z Polskim Radiem był związany do 1989 roku, kiedy to rozpoczął pracę w TVP 1, gdzie był prezenterem „Wiadomości”. Następnie był dziennikarzem TVN i TVN 24, gdzie został prowadzącym „Szkło kontaktowe”. Jego partner z tego programu, Tomasz Sianecki, karierę dziennikarską także zaczynał w „Trójce”. Zrobił tam karierę po wprowadzeniu stanu wojennego. Widzowie „Szkła kontaktowego” zapewne nie wiedzą, że ojciec Tomasza Sianeckiego - funkcjonariusz komunistycznej bezpieki pracował w komórce SB, która prześladowała duchowieństwo i wierzących. Pułkownik Bolesław Sianecki był funkcjonariuszem m.in. Wydziału IV rozprawiającego się z ludźmi Kościoła – rozpracowywał księży m.in. z terenu diecezji płockiej. Często wyjeżdżał do swojej rodziny pracującej w instytucie jądrowym w Dubnej koło Moskwy, gdzie spędzał dużo czasu. Sianecki pracując w bezpiece był również sekretarzem POP PZPR, członkiem Komitetu Zakładowego Partii, członkiem Plenum KP PZPR i lektorem Komitetu Wojewódzkiego PZPR.

W 1985 roku zastępcą szefa Programu III był Sławomir Zieliński, sekretarz POP PZPR w „Trójce”. W swoich wspomnieniach z pracy w radiu Wojciech Reszczyński opisał, jak Zieliński kazał mu odpiąć z klapy marynarki opornik będący symbolem protestu wobec komunistycznej władzy. Zieliński miał bardzo dobre kontakty z MSW: gdy w roku 1985 Marek Sierocki, późiejszy prezenter kącika muzycznego w Teleexpressie, złożył wniosek o paszport na wyjazd do Francji, interwencję w jego sprawie podjął właśnie Zieliński. Co ciekawe, w sprawie Sierockiego, działacza Związku Studentów Polskich na etacie w „Trójce”, interweniował także ppłk Andrzej Sadliński, zastępca naczelnika Wydziału  prasowego Gabinetu MSW Czesława Kiszczaka.

Marką „Trójki” stał się twórca listy przebojów Programu Trzeciego Marek Niedźwiecki. Absolwent Politechniki Łódzkiej nie został budowniczym, zgodnie z zawodem, lecz radiowcem. Zaczynał w studenckim radiu Żak. Pracę w „Trójce” zaczął w cztery miesiące po wprowadzeniu stanu wojennego, 1 kwietnia 1982 roku. Prowadził festiwale, w tym Sopot w 1985 roku. Na wizji pojawiał się po zaproszeniu go do „Magazynu 102”. Według dokumentów komunistycznych służb specjalnych Marek Niedźwiecki został zarejestrowany jako kontakt operacyjny wywiadu PRL o kryptonimie „Bera”, nr rejestracyjny 1784533. Materiały tej sprawy zostały zniszczone 17 stycznia 1990 roku. Dwa tomy akt wytworzonych w jej trakcie przez funkcjonariuszy Departamentu I MSW „nie przedstawiają obecnie wartości operacyjnej”, jak napisał kpt. Zbigniew Klimas w postanowieniu o zniszczeniu akt sprawy czynnej. Niszczenie teczek wywiadu komunistycznego, w tym KO „Bera”, zatwierdził płk Bronisław Zych, dyrektor Departamentu I MSW.

W roku 1983, po przejściu Andrzeja Turskiego na stanowisko dyrektora Programu I Polskiego Radia, dyrektorem „Trójki” został Wiktor Legowicz. „[...] W okresie stanu wojennego jednoznacznie opowiedział się za polityką prowadzoną przez władze. W tym też okresie został wybrany członkiem egzekutywy KZ PZPR w RTY Pełnił również funkcję sekretarza PZPR w obiekcie radiowym przy ul. Myśliwieckiej 3/5/7 w Warszawie. W 1983 r. Wiktor Legowicz został mianowany dyrektorem Programu III Polskiego Radia. W dalszym ciągu jest on oceniany przez kierownictwo służbowe RTV i organizację partyjną bardzo pozytywnie. [...] nadmieniam, iż Wiktor Legowicz jest synem prof. dr hab. Jana Legowicza, byłego pracownika Wydziału Filozofii UW, popierającego aktualną politykę władz polityczno-państwowych. Jest pozytywnie ustosunkowany do resortu spraw wewnętrznych” - pisał 10 marca 1986 roku st. inspektor Wydziału VI Departamentu III MSW ppłk Piotr Kozłowski w notatce zatytułowanej „Charakterystyka”, na której ręcznie napisano TW „Łaskawski”. Legowicz w III RP nadal był Programu III Polskiego Radia; został także zatrudniony w TV Biznes.

„Trójka” była radiem sprzyjającym władzy - inaczej było jedynie w czasach, gdy szefami byli Krzysztof Skowroński i Jacek Sobala. W latach 90. reporterzy Programu III gorliwie wałczyli z lustracją i z „ciemnogrodem”, w czasach rządów SLD i PO zachowywali polityczną poprawność. Michał Olszański, dyrektor „Trójki” w latach 2000-2001 i wieloletni dziennikarz tej stacji, w roku 2011 zaangażował się osobiście w „Kolorową Niepodległą” - kontrdemonstrację zorganizowaną przez „Krytykę Polityczną” dla powstrzymania patriotycznego Marszu Niepodległości. To wówczas policja odnalazła w siedzibie „Krytyki” pałki, kastety i gaz łzawiący.

Michał Olszański w mediach nie pojawił się jako osoba anonimowa. Jego ojcem jest Tadeusz Olszański - wieloletni dziennikarz „Polityki”, zarejestrowany przez SB jako kontakt poufny i kontakt operacyjny „Olcha”.

Prezydenckim radiem zaczęto nazywać „Trójkę” po tym, jak prezydentem RP po katastrofie smoleńskiej został Bronisław Komorowski. Stał się częstym gościem tej stacji i objął patronatem akcje organizowane przez Program III Polskiego Radia. Patronował także akcji „Orzeł może” zorganizowanej przez „Trójkę” wspólnie z „Gazetą Wyborczą”.

Zorganizowana 2 maja 2013 roku pod Pałacem Prezydenckim akcja zakończyła się kompletną klapą i kompromitacją. W Dniu Flagi zabrakło biało-czerwonych sztandarów, były za to różowe chorągiewki, okulary i tysiące ulotek, które rozrzucały wojskowe śmigłowce. Był również orzeł z białej czekolady, który po imprezie został zabrany. Mimo wielodniowej promocji na imprezę przyszli głównie pracownicy Pałacu Prezydenckiego i obydwu redakcji z rodzinami. Był również Bronisław Komorowski i Magdalena Jethon, szefowa „Trójki”, do której trafiła w 1977 roku. Z Programu III odeszła w stanie wojennym - wróciła na początku lat 90. W roku 2006 przeszła do „Jedynki”, by wrócić na stanowisko szefa „Trójki” po zwolnieniu Krzysztofa Skowrońskiego w roku 2009. Po kilku miesiącach przestała zajmować to stanowisko, ale nie na długo - ponownie została szefową „Trójki” 9 listopada 2010 roku, po zwolnieniu przez władze Polskiego Radia Jacka Sobali. Magdalena Jethon fotografowała się z Donaldem Tuskiem, ale później zmieniła obiekt swych zachwytów na Bronisława Komorowskiego i Grzegorza Schetynę.

Tajemnicą poliszynela jest fakt, że Jethon ma doskonałe kontakty z politykami SLD i PO. Pytana o to przez Robera Mazurka w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” powiedziała:

„[...] Owszem, znam Bronisława Komorowskiego od dwudziestu paru lat, a zetknęliśmy się po raz pierwszy jeszcze na uniwersytecie, choć studiowaliśmy na innych wydziałach. Ale tak naprawdę poznaliśmy się dopiero w Trójce”, gdzie robiłam taką audycję Polityk też człowiek [...]” (...)

Magdalena Jethon została doceniona przez prezydenta Komorowskiego. 27 września 2 0 1 1 roku za wybitne zasługi dla Polskiego Radia została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

 

 

(podkr. kazef)


-----

po raz pierwszy opublikowane na http://blogmedia24.pl/node/66292 pon., 27/01/2014 - 01:27

"Trójka" - wentyl bezpieczeństwa (fragment "Resortowych dzieci") cz. 2

 



 

W latach 60. i 70. „Trójka” była zupełnie odmiennym programem od pozostałych emitowanych przez Polskie Radio. Na jej sukces złożyły się doskonałe audycje muzyczne (...).

Swój najlepszy okres „Trójka” przeżywała w latach 1980-1981 po powstaniu „Solidarności”. Mało kto zdawał sobie wtedy sprawę, jak ówczesna władza traktuje ten program i dopiero przeprowadzona po 13 grudnia 1981 roku weryfikacja dziennikarzy pokazała, że niewinne z pozoru audycje rozrywkowe były tym, czego komuniści obawiali się najbardziej.

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku przeprowadzono akcję o kryptonimie

„Azalia”. Pierwotnie operacja ta otrzymała w MSW kryptonim „Malwa”, ale po ucieczce z Polski do USA płk. Ryszarda Kuklińskiego (co miało miejsce 7 listopada 1981 roku) i przekazaniu CIA planów stanu wojennego, zmieniono nazwę na „Azalia”, tak aby Amerykanie nie zorientowali się, jaką operację rozpoczęto.

Pół godziny przed wprowadzeniem stanu wojennego, 12 grudnia 1981 roku o godz. 23.30 oddziały wojska zablokowały węzły łączności, a o godz. 00.00 13 grudnia zajęły obiekty należące do Polskiego Radia i Telewizji Polskiej. Obie instytucje zostały zmilitaryzowane. Ponad 60 proc. pracowników Radiokomitetu (w jego skład wchodziły radio i telewizja) zostało „urlopowanych”, a dwustu otrzymało zakaz wstępu do pracy „ze względu niewłaściwych postaw politycznych oraz aktywnej działalności realizacji niezgodnej z linią partii celów i zadań programowych. (...)

Te zarzuty były skierowane głównie pod adresem „Trójki”, której emisję całkowicie wstrzymano po 13 grudnia 1981 roku. W lutym 1982 roku w informacjach dziennych Gabinetu Ministra Spraw Wewnętrznych znalazły się zapiski dotyczące Programu III Polskiego Radia, który „jest w trakcie opracowywania koncepcji. Termin jego uruchomienia zależy od wariantu charakteru tego programu oraz  kompletowania odpowiedniego zespołu”

Skompletowaniem „odpowiedniego” zespołu zajął się Andrzej Turski, który 5 kwietnia 1982 roku został nowym dyrektorem Programu III Polskiego Radia. Aktywny członek PZPR (był w partii do momentu jej rozwiązania), jako zaufany człowiek Radiokomitetu wyjeżdżał służbowo do Moskwy i Leningradu (1975), gdzie zbierał materiały do „Tygodnia Kultury Radzieckiej” emitowanego na antenie Polskiego Radia. Z kolei w łatach 80. Turski był delegowany do m.in. Finlandii oraz Korei Południowej (więcej o A. Turskim na stronie niezalezna.pl – przyp. kazef). (...)

Andrzej Turski miał za zadanie pozbycie się „starego” i stworzenie zupełnie nowego zespołu, nad czym czuwała wszechobecna wówczas bezpieka. W „Trójce” po wznowieniu działalności 5 kwietnia 1982 roku, w czasie stanu wojennego, spotkali sięsyn oficera SB z Wydziału IV do walki z Kościołem, córka pułkownika MSW z wydziału „B”, aktywistka PZPR, syn reżimowego literata, a na dokładkę dziennikarz zarejestrowany jako kontakt operacyjny wywiadu PRL. Bodaj najbardziej  rozpoznawalną osobą pracującą w nowej ekipie dziennikarzy Programu III Polskiego Radia, którzy pojawili się tam po wprowadzeniu stanu wojennego w miejsce negatywnie zweryfikowanych dziennikarzy, jest Monika Olejnik. ( o MO szerzej zob.: http://blogmedia24.pl/node/41322 - przyp. K.Z.) (...)

W stanie wojennym do „trójkowego” zespołu Andrzeja Turskiego (według dokumentów IPN - KO o nr rej. 675823) trafiła Beata Michniewicz, członek najpierw SZSP, a później PZPR, rodzinnie powiązana ze Służbą Bezpieczeństwa. Rodzice jej ówczesnego męża Roberta Michniewicza, radcy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, byli wysokimi rangą funkcjonariuszami komunistycznej bezpieki, którzy pracę zaczynali jeszcze w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Jej teść Romuald Michniewicz rozpoczął pracę w MBP w roku 1949, w wieku 20 łat, później przeszedł do SB (Wydz. VIII Departamentu II), a w latach 1971-1978 był delegowany służbowo do ZSRS, gdzie pełnił m.in. funkcję kierownika grupy operacyjnej „Wisła” ds. łączności z KGB. Z kolei jej teściowa Zofia Osińska, jak wynika z materiałów komunistycznej bezpieki, w latach 40. i 50. „brała udział w walce z bandami i reakcyjnym podziemiem”, a w latach 80. pracowała m.in. w  departamencie IV (do walki z Kościołem); jej szefem był gen. Zenon Płatek, oskarżony o sprawstwo kierownicze zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki.

Beata Michniewicz w latach 90. zaczęła prowadzić „Puls Trójki” oraz „Śniadanie w Trójce”. Za wybitne zasługi dla Polskiego Radia 27 września 2011 roku została odznaczona przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

 

(podkr. kazef)


-----


Po raz pierwszy na http://www.blogmedia24.pl/node/66291  pon., 27/01/2014 - 01:00

"Trójka" - wentyl bezpieczeństwa (fragment "Resortowych dzieci") cz. 1

 

12 grudnia 1991. Czwartek, wczesny wieczór. Za kilkanaście godzin rozpocznie się dziesiąta,  krągła rocznica wprowadzenia stanu wojennego. W siedzibie Programu III Polskiego Radia przy ul. Myśliwieckiej w Warszawie w programie „Zapraszamy do Trójki” właśnie dobiega końca rozmowa na ten temat. Prowadzi ją Monika Olejnik, a jej gośćmi są: Jerzy Urban, rzecznik junty Wojciecha Jaruzelskiego, i Adam Michnik, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”.

 Przed siedzibą radia czekają z kamerą Jacek Kurski i Piotr Sernica – dziennikarze programu „Reflex” TVP 1. Pierwszy wychodzi Adam Michnik, który widząc kamerę i pytających go dziennikarzy, przebiega na drugą stronę ulicy i znika w ciemności. Za chwilę wychodzi Jerzy Urban z Moniką Olejnik i wsiadają do czekającego na Urbana samochodu. Kilkanaście metrów dalej samochód się zatrzymuje, z ciemności wyłania się Adam Michnik i dosiada się do towarzystwa. Samochód odjeżdża. „Program był wówczas szokiem, bo stopień fraternizacji Michnika z Urbanem nie był jeszcze powszechnie znany Uparta sejmowa plotka głosiła potem, że cała trójka udawała się na imieniny do Aleksandra Kwaśniewskiego - istotnie 12 grudnia imieniny obchodzi właśnie Aleksander.”

Program z udziałem Michnika i Urbana w radiowej „Trójce” nie był zaskoczeniem - od lat stacja była nieformalnie nazywana „wentylem Bezpieczeństwa”, głównie z powodu osób tam  pracujących. (...)

Włodzimierz Sokorski, PRL-owski minister kultury i przewodniczący Komitetu ds. Radia i Telewizji, twierdził, że pomysłodawcą „Trójki” był Stanisław Stampfd, współautor słuchowiska „Matysiakowie”. Niewykluczone, że Stampfd rzucił pomysł stworzenia nowego programu, ale nad koncepcją „Trójki” i przekonaniem do tego pomysłu Władysława Gomułki, ówczesnego I sekretarza ICC PZPR, pracowali Włodzimierz Sokorski oraz Jan Mietkowski. (...)

Gomułka i Sokorski przed wojną byli członkami Komunistycznej Partii Polski. Włodzimierz Sokorski na początku lat 40. ubiegłego stulecia był m.in. członkiem kolegium redakcyjnego propagandowego pisma „Wolna Polska” w Moskwie, w roku 1943 został zastępcą dowódcy ds. polityczno-wychowawczych 1 . Dywizji Piechoty im.T. Kościuszki, a później 1. Korpusu Polskiego w ZSRS. Jako członek Zarządu Głównego Związku Patriotów Polskich w Moskwie popierał sowiecką dominację w Polsce, do której przybył razem z Sowietami.

Sokorski, podobnie jak inni komuniści z ZPP, znał doskonale rolę propagandy i mediów. Dlatego jeszcze w Moskwie Związek powołał Polską Agencję Prasową Polpress, a po zdobyciu Lublina komuniści z ZPP i PPR-u zaczęli tworzyć media - najpierw zajęli się prasą, a niedługo później radiem. Jedną z pierwszych powołanych przez nich do życia instytucji był Resort Informacji i Propagandy, który powstał 7 września 1944 roku na mocy dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego i w którego powołaniu uczestniczyli komuniści z ZPP. Resort miał swoje struktury terenowe zarówno wojewódzkie jak i powiatowe. Z kolei 22 listopada 1944 roku utworzono Przedsiębiorstwo Państwowe „Polskie Radio”, a majątek przeznaczony najego działalność wyodrębniono z ogólnego majątku Skarbu Państwa. Polskie Radio podlegało pod Wydział Radiowy Resortu Informacji i Propagandy.

W nowo utworzonym Polskim Radiu w Lublinie rozpoczął pracę Jan Mietkowski, już wówczas członek PPR. W roku 1944 był dziennikarzem, a w kilka miesięcy później, w 1945 roku, został kierownikiem wydziału informacji Polskiego Radia. Po przeniesieniu siedziby Polskiego Radia do Warszawy był zastępcą kierownika działu literackiego, a po powrocie Gomułki do władzy został kierownikiem działu, publicystyczno-kulturalnego Polskiego Radia. Audycje testowe Programu III Polskiego Radia pojawiły się w eterze 1 marca 1958 roku, natomiast regularne nadawanie „Trójka” rozpoczęła 1 kwietnia 1962 rokuProgram miał być adresowany do młodych łudzi i miał zastąpić niezwykle popularne na przełomie łat 50. i 60. XX wieku audycje Radia Luxembourg - kultową stację radiową, lansującą modę muzyczną wśród europejskich nastolatków. Pod pozorem „nowoczesności” i otwarcia się na nowe nurty muzyczne ówczesna władza nie zamierzała jednak rezygnować z sączenia propagandy.

Pierwszym redaktorem naczelnym „Trójki” (1962) został Edward Fiszer, jeden z pomysłodawców powstania Programu. Jego kariera rozpoczęła się jeszcze przed II wojną światową, gdy będąc studentem na Uniwersytecie Poznańskim (studiował prawo i filologię polską) publikował w poznańskich gazetach wiersze satyryczne. Po przegranej kampanii wrześniowej, podczas której walczył w 70. Pułku Piechoty, Fiszer dostał się do niewoli. Przebywał m.in. w obozie jenieckim w Dobiegniewie, gdzie powstała grupa literacka Zaułek Poeta - Fiszer był jednym z jej członków. W 1945 roku został kierownikiem literackim Centralnego Domu Żołnierza w Warszawie. Pisał teksty piosenek i scenariusze programów estradowych dla wojskowych teatrów i zespołów estradowych. W latach 1946-1952 kierował Redakcją Artystyczną Rozgłośni Polskiego Radia w Gdańsku, a od roku 1952 związany był z PR w Warszawie. Kolejnym szefem „Trójki” (1965-1966) był Jerzy Jesionowski, pisarz i scenarzysta.

W 1966 roku dyrektorem Programu III Polskiego Radia został wspomniany wcześniej Jan Mietkowski, który funkcję tę sprawował do 1972 roku, kiedy to awansował na zastępcę przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji „Polskie Radio i Telewizja”. Miejsce Mietkowskiego zajęła Ewa Ziegler-Brodnicka, dziennikarka prasowa i radiowa, tłumaczka z języka niemieckiego. Odwołano ją ze stanowiska po tym, jak w 1980 roku zapisała się do „Solidarności”, a jej miejsce w 1980 roku zajął Janusz Domagalik.

 

(podkr. kazef)


---------------


po raz pierwszy na http://www.blogmedia24.pl/node/66290

 pon., 27/01/2014 - 00:38

wtorek, 25 stycznia 2022

Strategia nożyczek w kulturze nad Wisłą po 1945 r. Między szyderstwem a oszołomstwem

 

 

Po zakończeniu drugiej wojny światowej kształt literatury nad Wisłą był początkowo ściśle związany z problematyką wojenną. W latach 1945 – 1949 literaci podjęli odbudowę kultury ze zniszczeń oraz próbę trudnego obrachunku z doświadczeniami wojny. Zaczęto odwoływać się do tradycji europejskiego „realizmu humanistycznego”, głoszącego walkę z „ukrytym czy jawnym wstecznictwem”, ukrywając sowiecką proweniencję nowego ładu w kulturze.

W październiku 1945 r. krytyk literacki Kazimierz Wyka w szkicu Tragiczność, drwina i realizm zaproponował swoiście rozumiany realizm jako właściwą metodę dla przedstawiania współczesnej rzeczywistości. W ujęciu Wyki realizm „miał niejako zastąpić dominujące wśród pisarzy lat 30. postawy: tragiczną i drwiącą, dziedzicząc zarazem najcenniejsze rezultaty wcześniejszych rozpoznań i przeczuć”. Wyka nie przekreślał dorobku „tragiczności” i „drwiny”, gdyż podejścia te były potrzebne jako rodzaj próby, po to, by na ich podłożu mógł pojawić się realizm. „Realizm czeka na wszystkich“ – tak brzmiała zapowiedź Wyki kierowana do współczesnych pisarzy. Jego ocenę spuścizny przeszłości opisującą dwie postawy: tragiczną i drwiącą oraz zapowiadającą kontynuację tych „prób”, a następnie zastąpienie ich realizmem, można uznać za klucz do zrozumienia i rozpoznania wymowy dzieł kulturalnych w całym okresie PRLu.

Maskowanie rzeczywistych źródeł zmian w kulturze zarzucono w listopadzie 1947 r., gdy Bolesław Bierut ogłosił ofensywę i wprowadzenie na polu literatury tzw. realizmu socjalistycznego, który od lat 30-tych propagowany był w Związku Sowieckim.

Po 1956 r. wrócono do zasygnalizowanej wyżej strategii nożyczek. Rozróżniono podejście do młodzieży (której „sprzedawano” pacyfizm, konformizm i kpinę z „bohaterstwa”) od wieloletniej już praktyki podejmowanej w stosunku do starszego pokolenia (przyzwyczajanego do zrozumienia potrzeby walki z faszyzmem i uznania doniosłości szlaku bojowego ludowego wojska). Zauważono wówczas, że ulega zmianie struktura społeczna. W szkołach kończyło nauczanie i wchodziło w dorosłe życie pokolenie, które wojnę znało jedynie z opowiadań. Na temat walki o dusze młodego pokolenia pisał wcześniej bez ogródek Edmund Osmańczyk w książce Sprawy Polaków, która wywołała szerszą dyskusję. „Jeśli dziś to młode pokolenie szarpie się i błąka - pisał Osmańczyk - to wina w tym pokolenia dojrzałych, które tak jak czasu wojny otacza młodych chaosem swych półmyśli, ćwierćprawd, legend, zakłamań. To, co kotłuje się dziś w większości dojrzałych głów, to burzyny historii. Z nich paruje na młode głowy nadal polski odoris sanctitatis – mit całopalnego bohaterstwa”.

Na obie te grupy społeczne: starsze i młode pokolenie, wciąż miała działać literatura szydercza, w której doszukać się można było oznak jednej z postulowanych przez Wykę w 1948 roku „prób”, czyli „drwiny”. Tylko do pewnego stopnia usprawiedliwień dostarczały „szydercom” porównania z dorobkiem Brzozowskiego, Irzykowskiego, Gombrowicza czy Boya-Żeleńskiego. W gruncie rzeczy komunistyczna walka z romantycznym duchem polskiej tradycji nie miała wiele wspólnego z przedwojennym kontestowaniem idei Mickiewicza czy Słowackiego.

Od końca lat 50-tych kierunek „antyheroizacyjny” narastał, obejmując pamięć o kolejnych wydarzeniach historycznych, zwłaszcza o tych, które kończyły się przegraną. Najsilniej atakowano w tym czasie pamięć powstania warszawskiego.

Kpina z narodowej tradycji i cynizm jako podejście do własnej historii znalazły poklask w niektórych środowiskach młodzieżowych. W teatrze studenckim „Stodoła” wystawiono spektakl Król Ubu, dla zwolenników tendencji deheroizacyjnych stanowiący „piorunująca dawkę drwiny z martyrologiczno-narodowej pompy”. Nic dziwnego, że Kazimierz Wyka mógł z satysfakcją odnotować, że „zwykły człowiek około roku 1960 tzw. historii, tzw. wielkich wydarzeń, tzw. epokowych przełomów, tzw. twórców historii ma już dosyć, absolutnie dosyć. Przesycony i najedzony jest tą strawą aż do nudności. Szczególnie roczniki najmłodsze i najbardziej bezpośrednie w wyrażaniu zajmowanych postaw. Ich szczeniacka kpina z bohaterszczyzny, ułaństwa, daremnej martyrologii, narodowego koturnu i pozy na trybunie, podobnie znaczy: już dosyć, dosyć tej zagęszczonej strawy superhistorycznej”.

 

Dziś stalinowska strategia "nożyczek dla kultury" ma się w najlepsze i stosowana jest jako bicz na polskość (w minionych dziesięcioleciach mówiono często o wychylającym się w prawo i lewo wahadle). Z jednej strony wyszydza się polskich bohaterów, kpi z historii i symboli narodowych, używa pałki antysemityzmu, ksenofobii i rzekomych wad narodowych. Od tego są m,in. tacy "literaci' jak Pilch, Huelle, Kuczok czy tabun innych wypromowanych przez redakcję z Czerskiej. Z drugiej pokazuje się grupy ekstremalne bądź buduje wokół niektórych grup taki przekaz, aby pokazać osoby zaangażowane w budowę wolnej Polski jako zacofanych oszołomów. Czyż nie z takim przekazem mieliśmy do czynienia i wciąż mamy przy okazji wojny o krzyż smoleński, przy okazji ataków na "lud smoleński", ciągłej nagonki na rodziny smoleńskie i Antoniego Macierewicza? Czyż nie budują nam między szyderstwem a oszołomstwem nowego, nowoczesnego "realizmu", który w gruncie rzeczy jest bardzo znajomy, bo po wojnie miał najpierw twarz "Bieruta" potem "Gomułki", "Gierka", "Jaruzelskiego" i oznaczał sojusz ze Związkiem Sowieckim, a dziś nosi imię "Tusk", "Komorowski" i oddaje nas w pacht Putinowi?



-------------------


Tekst opublikowany po raz pierwszy sob., 11/01/2014 - 21:36 na http://www.blogmedia24.pl/node/66118

piątek, 21 stycznia 2022

Rodowód Morozowskiego i Sekielskiego

 



 

 Jednym z najważniejszych „żołnierzy” medialnego frontu walczącego z ideą IV RP okazał się Andrzej Morozowski (rocznik 1957), były dziennikarz Radia Zet, absolwent Wydziału Wiedzy o Teatrze Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie.

Morozowski jest synem Mieczysława Morozowskiego, przedwojennego komunisty, od roku 1947 związanego z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego. Mieczysław Morozowski (właśc. Mozes Mordka, syn Judka i Maszy) urodził się w wielodzietnej rodzinie piekarza z Mińska Mazowieckiego. W 1928 r., po aresztowaniu za działalność komunistyczną starszego brata, Mieczysław (Mozes) wstąpił do pionierów.

„W 1933 r. zostaję przeniesiony do KZMP (Komunistyczny Związek Młodzieży Polskiej – przyp. red.), gdzie pełnię funkcję technika. […] W 1936 mój brat wyjeżdża do Hiszpanii Republikańskiej, gdzie walczy w oddziałach Dąbrowszczaków. W 1937 r. na własne życzenie KZMP wysyła mnie do Hiszpanii Republikańskiej. Dojechaliśmy tylko do Pragi Czeskiej, musieliśmy wracać, gdyż Partia nie dała mi dalej jechać, bo nie służyłem jeszcze w wojsku” – czytamy w życiorysie złożonym 30 listopada 1949 r. w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego przez Mieczysława Morozowskiego. Z dokumentów komunistycznej bezpieki dowiadujemy się, że Mozes Mordka został powołany do wojska w 1938 r.

Wojna zastała go we wsi Wizna nad Narwią – po przegranej walce z Niemcami pod Małkinią jego jednostka została rozproszona, a on sam przedostał się do rodzinnego Mińska Mazowieckiego. Zdumienie może budzić reakcja ojca przyszłej gwiazdy TVN na agresję sowiecką 17 września 1939 r.: „W Mińsku Maz. wraz z tow.[arzyszem] Dąbrowskim Stanisławem i innymi tow.[arzyszami] robiliśmy przygotowania do uroczystego przyjęcia Czerwonej Armii, nie doczekaliśmy się tego zaszczytu, bo dowiedzieliśmy się, że Armia Czerwona oswobadza tylko teren do rzeki Bug. W następnym dniu wyszedłem piechotą do Siedlec, gdzie natknąłem się jeszcze na patrole Armii Czerwonej. Z Siedlec dostałem się do Brześcia, a stamtąd do Lwowa”.

Ze znajdujących się w IPN dokumentów wynika, że Mozes Mordka starał się o przyjęcie do Armii Czerwonej, ale ostatecznie trafił do armii gen. Władysława Andersa, z którą wyjechał do Dżalalabadu w południowej Kirgizji. „Tu zorientowałem się, że armia ta nie jest demokratyczna i nawiązałem kontakt z oficerem Armii Czerwonej, który był łącznikiem między 5-tą dywizją a Armią Czerwoną. […] Z armią gen. Andersa wyjechałem do Iranu, nie wiedząc, że pozostał gen. Berling. Dopiero będąc w Iranie dowiedziałem się, że Wasilewska i Lampe (komuniści, członkowie Związku Patriotów Polskich w ZSRS będącego pod całkowitą kontrolą Sowietów – przyp. aut.) stworzyli dywizję im. Kościuszki.

Będąc w Iraku zebrało się kilku naszych tow.[arzyszy], między innymi Web Szmul, radzić, jak się dostać do dywizji im. Kościuszki. W 1943 r. przyjechaliśmy do Palestyny, tu ostatecznie wystąpiłem z armii gen. Andersa. […] W Palestynie zorganizowaliśmy Związek Uchodźców Demokratycznych zorganizowany przy pomocy ZPP. Oprócz tego brałem udział w KP [Komunistycznej Partii] Palestyny. […] W 1946 roku pierwszym transportem wracam do kraju, gdzie zatrzymałem się u rodziny. Wstępuję do PPR [Polskiej Partii Robotniczej] w Mińsku Mazowieckim i tu biorę udział w akcji przedwyborczej”.

Rok później Mozes Mordka już jako Mieczysław Morozowski rozpoczyna współpracę z MBP. 15 października 1948 r. podpisuje zobowiązanie współpracownika MBP. Pozytywną opinię dał mu gen. Wacław Komar (właśc. Mendel Kossoj), enkawudzista mianowany szefem Oddziału II Sztabu Generalnego, czyli wywiadu wojskowego. 19 lutego 1949 r. Morozowski złożył ślubowanie w Departamencie V ds. polityczno-społecznych MBP, którego dyrektorem była Julia Brystiger – „Krwawa Luna”. Funkcjonariusze Departamentu V znani byli ze stosowania wyrafinowanych tortur wobec ludzi uznanych za wrogów ludu i członków podziemia antyniemieckiego i antykomunistycznego. Kazimierz Moczarski wyliczył 49 sposobów torturowania i znęcania się nad więźniami w Departamencie, gdzie utrwalał władzę ludową Mieczysław Morozowski.

W listopadzie 1954 r., a więc w okresie, kiedy w Polsce zaczęła się krytyka aparatu bezpieczeństwa i destalinizacja, Morozowski pracował już w Centralnym Archiwum MBP. Wiadomo o tym dzięki podaniu, jakie złożył do swoich przełożonych – była to prośba o wyrażenie zgody na zawarcie związku małżeńskiego z Marią Kozubal, b. towarzyszką z PPR. Zgoda taka została udzielona zarówno przez władze partyjne, jak i resortowe. Mieczysław Morozowski miał przerwę w służbie w resorcie – przeszedł szkolenie zawodowe w Zasadniczej Szkole Metalowo-Elektrycznej Ministerstwa Przemysłu Ciężkiego. Po jej ukończeniu napisał podanie o ponowne przyjęcie do pracy w organach bezpieczeństwa, które włączone już zostały do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Podanie rozpatrzono pozytywnie i Mieczysław Morozowski doczekał się resortowej emerytury.

 Dzieci Mieczysława Morozowskiego utrzymywały ciągłość ideologiczną z ojcem – córka Krystyna Morozowska w latach 80. była pracownikiem politycznym Zarządu Głównego ZSMP, a wcześniej sekretarzem Zespołu przy Zarządzie Głównym ZSMP.Z kolei poglądy Andrzeja Morozowskiego można było poznać już na początku lat 90. – podczas rządów Jana Olszewskiego był zagorzałym przeciwnikiem lustracji.

 

Na szerokie wody Morozowski wypłynął w TVN. W programie „Teraz My” był współautorem m.in. programu o „taśmach Beger”. We wrześniu 2006 r. wyemitowano taśmy z rozmów Renaty Beger, posłanki Samoobrony, z politykami PiS, które nagrano w porozumieniu z Beger, a w tajemnicy przed jej rozmówcami. Do nagrania doszło w pokoju poselskim Beger w czasie rozmów prowadzonych po zerwaniu koalicji Samoobrona–LPR–PiS. Wyemitowane nagrania, które miały pokazać „polityczną korupcję”, w rzeczywistości były rozmowami koalicyjnymi. Program wywołał kryzys polityczny, który miał doprowadzić do wcześniejszych wyborów parlamentarnych, ale tak się nie stało. W październiku 2006 r. „Gazeta Polska” ujawniła, że Konstanty Malejczyk, były szef Wojskowych Służb Informacyjnych, kilka dni przed programem „Teraz My” spotkał się z posłem Samoobrony Januszem Maksymiukiem, dyrektorem Biura Krajowego tej partii, byłym członkiem PZPR i SLD. To Maksymiuk przyznał się później do zorganizowania prowokacji, a dziennikarze TVN publicznie stwierdzili, że zgłosili się w sprawie jej przygotowania do Maksymiuka. Według dokumentów SB przechowywanych w IPN Janusz Maksymiuk, zaciekły krytyk rozwiązania WSI, został zarejestrowany jako TW „Roman” (numer rejestrowy 46 734).

 Partnerem Morozowskiego w programie „Teraz My” był pochodzący z Bydgoszczy Tomasz Sekielski. Jego ojciec Krzysztof Sekielski, po ukończeniu filologii rosyjskiej na UW, był nauczycielem rosyjskiego w liceum w Bydgoszczy, a później kolejno zastępcą komendanta Ochotniczych Hufców Pracy i kierownikiem hotelu robotniczego Bydgoskiego Kombinatu Budowlanego „Wschód”. Służba Bezpieczeństwa planowała pozyskać go jako tajnego współpracownika, by przekazywał informacje m.in. na temat osób zameldowanych w hotelu. W dokumentach nie stwierdzono, by doszło do rejestracji ojca przyszłego dziennikarza. Być może miała na to wpływ aktywność Krzysztofa Sekielskiego, który – jak wynika z dokumentów archiwalnych – sam przekazywał m.in. swoim przełożonym interesujące bezpiekę informacje.

 Tomasz Sekielski rozpoczynał karierę na początku lat 90. w radiu w Bydgoszczy – jego przełożonym był Michał Kamiński. Po odejściu z bydgoskiego radia Sekielski pracował m.in. w Radiu Wawa, Radiu dla Ciebie, TVN, a obecnie jest zatrudniony w TVP. Ostatnio głośno było o nim przy okazji ataku na ekspertów zespołu Antoniego Macierewicza.

 

Fragment  książki „Resortowe dzieci. Media” (Warszawa 2013) autorstwa Doroty Kani, Jerzego Targalskiego oraz Macieja Marosza opublikowany 13.12.2013 w „Gazecie Polskiej” nr 50 s.  5-6.


---

Tekst uprzednio umieszczony śr., 11/12/2013 - 10:21 na:


http://www.blogmedia24.pl/node/65749

środa, 19 stycznia 2022

Wiesław S. Kuniczak donosi na Jana Pawła II i Zbigniewa Brzezińskiego cz. 5 - ostatnia

 

 

„Zetknięcie się z papieżem natychmiast uświadamia, że ma się do czynienia z człowiekiem dynamicznym, wysoce energicznym, który działa zdecydowanie i szybko. Można go określić jako bardzo silną, charyzmatyczną osobowość. Każde z wypowiedzianych przez niego słów wydaje się być szczegółowo przemyślane. W rozmowie nic nie uchodzi jego uwagi – generalnie wywołuje on wrażenie, iż nie powie niczego, co nie jest tym, co chciałby właśnie powiedzieć.

Jego wzrok jest poważny i przenikliwy, wytwarzający impresję, iż wie on więcej o swym rozmówcy, niż to ma w istocie miejsce. Jest to niewątpliwie umiejętność i dar absolutnej koncentracji, które czynią rozmowy z nim krępujące. (…) [Papież] posiada podobno możliwość kierowania swojej uwagi na szereg spraw jednocześnie. Jak twierdzą osoby znające go blisko, może np. kierować trudną dyskusją filozoficzną, dyktując przy tym oficjalną korespondencję. Wrażenie, jakie wyniosłem z naszej 10-minutowej ‘spacerowej rozmowy’ pozwala na stwierdzenie, że nic nie uchodzi jego uwadze z tego, co się wokół dzieje, jakkolwiek w tym czasie cały czas zwrócony był tylko do mnie. W rozmowie w języku polskim wydawał się być kompletnie zaabsorbowany, wykazując przy tym swą bezpośrednią osobowość. Twarz jego odbija doznawaną przyjemność, jaką wynosi z rozmowy, natychmiast ujmuje tym swego interlokutora, przy czym udziela się to każdemu, kto znajdzie się w pobliżu. Prawdopodobnie najistotniejszym wrażeniem w pierwszych kontaktach z papieżem jest poczucie władzy, jaką emanuje jego osobowość. Jest to rodzaj wrodzonej energii zdającej się promieniować z człowieka pewnego swych możliwości. Jest to także siła wypływająca z głębokiej wiedzy o sensie i celowości swego postępowania. Określa się go jako ‘wybitnego reżysera, który kieruje utalentowanym aktorem’, będąc reżyserem i aktorem w jednej osobie. Jest wprost nie do uwierzenia, aby uczynił cokolwiek bez dokładnego zdawania sobie sprawy z tego, co chce przez to osiągnąć”.

Rozmowa dotyczyła między innymi spraw polskich:

„Odniesieniu do polityki Watykanu wobec Polski i innych państw socjalistycznych papież powiedział: ‘Polska będzie zawsze traktowana przeze mnie w sposób odmienny w porównaniu do innych państw socjalistycznych’.

W nawiązaniu do swej planowanej wizyty w Polsce papież stwierdził: ‘jestem w najwyższym stopniu wdzięczny polskiemu episkopatowi i władzom za zaproszenie mnie do Polski. Wizyta ta da narodowi polskiemu możliwość zademonstrowania jego przywiązania dla najwyższych wartości moralnych powierzonych pieczy Kościoła’

W odniesieniu do tego w jaki sposób pragnie być przyjęty w Polsce, papież zasugerował, że wolałby, aby traktowano go jako głowę państwa, konsekwencją czego obchody rocznicy św. Stanisława nabrałyby większej wagi. Wyjaśnił jednak, że sprawa ta jest ciągle przedmiotem dyskusji w Warszawie i Rzymie. Jan Paweł II dał do zrozumienia, że termin czerwcowy nie stanowi większej różnicy (rezultaty wizyty będą takie same jak w przypadku przyjazdu w maju). Również reakcja narodu na wizytę nie jest zależna od jej terminu i będzie taka sama w czerwcu, jak i w przypadku każdej innej daty”.

Poza rozmową z papieżem, jak pisze ppłk. Ojrzyński, „źródło odbyło cały szereg spotkań z dostojnikami Kurii Rzymskiej, biskupami Stanisławem Rubinem, Szczepanem Wesołym oraz wspomnianym księdzem Johnem O’Keefe”. Z przeprowadzonych rozmów „Rymwid” przekazał następującą relację:

„Wizyta papieża będzie miała istotne znaczenie w ‘otwarciu przyszłego dialogu’ z ZSRR, z możliwością rozwiązania problemu byłych polskich diecezji na Wschodzie (Lwów, Wilno itd.), a w konsekwencji ustabilizowania stosunków pomiędzy Watykanem a ZSRR. Jest to widziane jako odległy cel, lecz w opinii księdza O’Keefe’a problem ten musi być kiedyś załatwiony. ‘Demonstracja wiary’, jakiej oczekuje Kościół podczas wizyty, spowoduje, że jego pozycja we Wschodniej Europie stanie się tak ewidentna, iż ‘Rosjanie zapragną rozmawiać z nami’ (Watykanem).

Bp Rubin widzi wizytę jako wydarzenie zdecydowanie polityczne i w przypadku masowego udziału ludności, jako demonstrację nastrojów antykomunistycznych. Rubin wydaje się być mocno związany z poglądami londyńskich kół emigracyjnych i podziela ich najbardziej konserwatywne opinie. Wzrost wpływów Kościoła w Polsce oznacza dla niego powrót do silnie nacjonalistycznej filozofii lat przedwojennych. O’Keefe i Wesoły reprezentowali bardziej umiarkowane stanowisko, aczkolwiek, jak stwierdził ten drugi, ‘oddzielenie politycznych aspektów wizyty od spraw czysto religijnych lub kościelnych jest niemożliwe’.

„Rymwid” scharakteryzował też szczegółowo oczekiwane przez O’Keefe’a, Wesołego i Rubina rezultaty wizyty. Rodzaj pozyskanych informacji świadczy o tym, że Kuniczak traktowany był przez współpracowników papieża z dużym zaufaniem:

„(…)Dla Watykanu jest istotnym, aby wizyta otrzymała możliwie największą, międzynarodową obsadę dziennikarską oraz obsługę telewizyjną. Ocenia się, że papieżowi i jego świcie będzie towarzyszyć blisko 6.000 korespondentów. Rozmiary i skład świty zależeć będą od tego czy papież przyjmowany będzie jako głowa państwa czy też nie. Również szczegółowy program pobytu zależeć będzie od tej sprawy i jest ona ciągle przedmiotem dyskusji w Rzymie i Warszawie. Według O’Keefe’a, papież zgodzi się na rozmowę z głową państwa (H. Jabłońskim) pod warunkiem, że będzie przyjęty przez władze polskie również jako głowa państwa”.

            Oprócz powyższych, ważnych dla komunistycznych służb specjalnych informacji, „Rymwid” podzielił się jeszcze uzyskaną wiedzą na temat „dostępności” papieża:

            „Intencją papieża Jana Pawła II było ‘być dostępnym dla każdego, kto chciałby go prosić o audiencję’ i według tej zasady papież postępował przez pewien okres po jego wyborze na to stanoisko. Przyjmowanie jednak na audiencjach tak wielu osób było dla papieża ‘zbyt wyczrpujące’ i dlatego Kuria Rzymska podjęła decyzję o ograniczeniu ilości audiencji, czyniąc papieża dostępnym tylko dla dyplomatów i wysokiej rangi dostojników kościelnych.

            W efekcie tej decyzji aktualnie papież nie przyjmuje nikogo poniżej rangi biskupa, chociaż, jak się mówi, ‘jest mu przykro z tego powodu’.

            Decyzja Kurii nie zmierzała, jak twierdzili rozmówcy ‘R’, do ‘odizolowania papieża od świata’, lecz do ‘oszczędzania jego energii i zdrowia’. W istniejącej sytuacji, według informatorów ‘R’, istnieją jedynie dwie możliwości (‘dwa kanały’) dostępu (‘dotarcia’) do papieża, a mianowicie:

- poprzez tzw. ‘kanał polski’ w osobach biskupa ds. emigracji polskiej przy Watykanie – Stanisława Rubina, oraz jego z-cy Szczepana Wesołego – proboszcza parafii św. Stanisława w Rzymie

- poprzez tzw. ‘kanał amerykański’ w osobie sekretarza generalnego misji USA przy Kurii – O’Keefe i innych dostojników Koscioła rzymsko-katolickiego z USA zasiadających w Watykanie.

            Kto nie wykorzysta tych możliwości praktycznie nie ma szansy na rozmowę z papieżem. Natomiast ‘polski sekretariat’ w Kurii odmawia udzielenia jakiejkolwiek pomocy w tym względzie tłumacząc się ‘brakiem czasu’”.

 

            Sprawozdanie „Rymwida” przeszło najśmielsze oczekiwania funkcjonariuszy komunistycznych służb. Pppł. Ojrzyński opisał przebieg i rezultaty watykańskiej wizyty w raporcie do z-cy Dyrektora Dep. I MSW płk. B. Żeleńskiego. Bezpośredni przełożony Ojrzyńskiego dopisał na dole raportu: „uważam, że zrealizowane poprzez ‘R’ przedsięwzięcia i uzyskane od niego informacje w pełni pozwalają go ocenić jako naszego wartościowego agenta”. „Akceptuję, gratulacje dla Tow. płk. Ojrzyńskiego za osobisty wkład w rozwój sprawy” – napisał płk. Żeleński.

            Ppłk. Ojrzyński podkreślił, że „charakterystyka osobowości Jana Pawła II (…) może być przydatna przedstawicielom władz PRL na wypadek rozmów oficjalnych z papieżem”, a realizując swoje przedsięwzięcie „Rymwid” „sprawdził się jako agent manewrowy”.

Kilka dni później jego pobyt w Watykanie został wykorzytany przez funkcjonariuszy MSW do zorganizowania „przedsięwzięcia inspiracyjnego wobec Ambasady USA w Warszawie”. W wyniku tego przedsięwzięcia „Rymwid” ustalił: jakie jest stanowisko rządu USA wobec wizyty papieża (rząd USA był zainteresowany, aby wizyta przebiegała spokojnie), jakie są perspektywy rozwoju stosunków polsko-amerykańskich, szczegóły dotyczące „stanowiska USA w kwestii ewentualnego zjednoczenia Niemiec w przyszłości”, dane dotyczące stanowiska USA wobec opozycji w Polsce. Agent zapewnił sobie możliwość dalszych, roboczych kontaktów z Ambasadą USA, „co otwiera nam dalsze możliwości operacyjne na tym odcinku”. Kolejny pobyt „Rymwida” w Polsce zaplanowano na czerwiec, w czasie pielgrzymki papieża.

                       

            Komunistyczne władze nie przewidziały, że zablokowanie udziału Jana Pawła II w majowych uroczystościach ku czci św. Stanisława i przesunięcie terminu pielgrzymki na 2-10 czerwca 1979 r. papież obróci w akt o historycznym znaczeniu. 2 marca oficjalne zaproszenie do Ojca Świętego wystosował Episkopat Polski, a przewodniczący Rady Państwa Henryk Jabłoński w piśmie do Jana Pawła II w imieniu najwyższych władz państwowych wyraził zadowolenie i satysfakcję w związku z uzgodnioną wizytą.

Pobyt w Polsce przypadł na czas Zesłania Ducha Świętego. Z warszawskiego Placu Zwycięstwa Polacy usłyszeli gromkie wezwanie: „Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi! Tej Ziemi”.