Kłopot z "Dunkierką" jest niebagatelny. Dlaczego uznany reżyser zabrał się akurat za taką tematykę i co chciał nam powiedzieć? Ukrytych mniej lub bardziej subtelnie tropów dostrzeżemy na ekranie sporo i wszystkie wiodą w jednym kierunku.
Historyczne tło fabuły zarysowane jest bardzo skąpo. Nie dowiemy się skąd taka ilość żołnierzy znalazła się nagle na atlantyckiej plaży. Nie dowiemy się, kto nimi dowodzi, jak daleko są wojska niemieckie. Słowa "Niemcy", "niemiecki" nie padną w filmie ani razu, a sami żołnierze w charakterystycznych hitlerowskich hełmach migną nam przez jedną sekundę, we mgle, bez twarzy. Tylko na potrzeby rozwiązania fabularnego, gdzie ich obecność trzeba było zaznaczyć.
Nolana nie interesują historyczne nazwiska, których tu po prostu brak. Mamy komandora, oficerów oraz szereg żołnierzy i marynarzy obdarzonych jedynie imionami: Alex, Peter, Tommy, George... Ukazanych jako sylwetki - reprezentujące idee i emocje obecne w filmie. Zwykli ludzie, w filmie dla zwykłych ludzi. LUDZIE.
Producenci wyłożyli środki na film, który miał opowiedzieć nie tylko o przerażającym obliczu wojny. Widz ogladający z zapartym tchem walkę o życie w morskich otmętach, dostaje także sugestywne, ukryte na dalszym tle przesłanie polityczne. Nie jest ono ponadczasowe, lecz ściśle związane z tu i teraz. Ukrytym tematem opowieści jest empatia.
Z czym dziś kojarzy się francuskie miasto Dunkierka? To tutaj zgromadziła się największa ilość arabskich emigrantów, którzy koczują w dzikich obozowiskach. To właśnie ten teren należy do najniebezpieczniejszych miejsc we Francji, a media - mimo nałożonego knebla politycznej poprawności - donoszą od czasu do czasu o zamieszkach i krwawych starciach. Na przykład w kwietniu bieżącego roku w Grande-Synthe na przedmieściach Dunkierki po starciach między Kurdami a Afgańczykami, w których użyto ostrych przedmiotów, w obozowisku wybuchł pożar. W walkach uczestniczyło 150 migrantów, z czego - jak mówią oficjalne źródła - sześciu odniosło obrażenia. Gdy do akcji wkroczyła policja, funkcjonariusze zostali zaatakowani, a po ewakuacji 1500 uchodźców wg organizacji Lekarze Bez Granic nie można było się doliczyć 600 z nich.
Film Nolana jest jasną wypowiedzią po jednej ze stron ostrego sporu wokół uchodźców toczonego w Europie. Jego wojenna Dunkierka to także tysiące uchodźców - żołnierzy ciężko doświadczonych przez los i rozpaczliwie szukających ratunku. Reżyser podkreśla, że ratować należy wszystkich bez wyjątku, czy to Anglików, czy Francuzów (podkreśla to początek filmu, gdy wczuwamy się w los żołnierza poszukującego statku; jak i scena finałowa, gdy brytyjski komandor chce kontynuować misję i ratować żołnierzy francuskich, mimo że wypełnił rozkaz ratując wystarczającą ilość Anglików). Oburzamy się, gdy w kolejce do ratunku panuje segregacja związana z przynależnością do jednostki bojowej i kibicujemy outsiderom, którzy decydują się na ucieczkę starym szkunerem, z którego nikt wcześniej nie skorzystał. Szereg scen, które oglądamy śledząc rozklekotane i przepełnione łajby, które w każdej chwili mogą się wywrócić zabijając rozbitków, przypomina oglądane w telewizji obrazy przepełnionych prowizorycznych łajb z uchodźcami na dziurawych pokładach, chcącymi przepłynąć Morze Śródziemne. Twórcy filmu zaszczepiają nam w ten sposób empatię w stosunku do tych ludzi.
My, cywile, musimy się w tę pomoc zaangażować, nie wystarczy działanie instytucji - w tym wypadku rządu i wojska. Taki przekaz płynie z ekranu wraz z setkami cywilnych kutrów i stateczków, które wyruszają z Anglii przez kanał La Manche, aby zabrać żołnierzy z bombardowanej plaży. To dom, na który czekają. Jeden z właścicieli tych łódek urasta do rangi prawdziwego, niezłomnego bohatera, nie wahając się, że pomóc trzeba, mimo ryzyka i zagrożenia życia swego i swoich synów, którzy płyną wraz z nim. Jeden z synów marynarza potrafi zrozumieć psychologiczną sytuację będącego w szoku żołnierza, którego ratują na morzu. Początkowo traktuje go z rezerwą, ale zajdzie w nim przemiana: będzie w stanie wybaczyć agresywny czyn, którego roztrzęsiony żołnierz się dopuścił. Świadczy o tym ostatnia wymiana zdań między nimi, której zdradzał tu nie bedę. Czy grany przez Cilliana Murphy'ego zszokowany żołnierz nie ułatwia nam swoim zachowaniem zrozumienia agresji uchodźców? Może to zbyt daleko idąca interpretacja, w każdym razie pamiętam tego aktora z dwóch ról, gdzie zagrał bojownika IRA ("Wiatr buszujący w jęczmieniu") i terrorystę w samolocie i ("Red Eye").
Zwraca uwagę grający jednego z szukających ocalenia żołnierzy, debiutujący na ekranie Harry Styles - wokalista One Direction, zyskujący obecnie popularność solową płytą i przebojem "Sign of the times". Harry nie stroni od udziału w promocjach największych światowych marek i kampaniach walczących o równouprawnienie. Wystąpił m.in. w akcji "Jeans For Refugees", w której setka światowej sławy celebrytów pomalowała swoje drogocenne jeansy i wylicytowała, przeznaczając dochód na pomoc uchodźcom. W jakiej kolejnej akcji tego rodzaju weźmie udział młody wokalista? Może w "Look Beyond Borders" dla Amnesty International, gdzie naprzeciwko siebie usiedli syryjscy uchodźcy i mieszkańcy Europy (Ich zadaniem było patrzeć sobie w oczy przez dokładnie cztery minuty. Jak czytamy w mediach, event ten miał wskazać na coraz to większą nietolerancję w Europie i na świecie w stosunku do innych narodowości, i że niezależnie od koloru skóry wszystkim należy się taki sam stopień poszanowania. Wszyscy jesteśmy LUDŹMI).
Christopher Nolan zrobił dobry film. Skądinąd. Choć ma kilka lepszych w swoim dorobku. Szkoda, że wdepnął przy tym w tematykę dalece odbiegającą od jego dotychczasowych zainteresowań. Znak czasów.
-- opublikowane po raz pierwszy http://www.blogmedia24.pl/node/78299
kazef, śr., 02/08/2017 - 18:46

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz