czwartek, 10 listopada 2022

Rzuciliśmy się na Legiony. Recenzja. Cz. 3. - ostatnia. Przesłanie

 Przesłanie  

 

Najważniejszym przesłaniem filmu jest pamięć. Twórcom zależy, aby przykład legionistów oddziaływał na nas i dzisiaj. Żeby nas inspirował, byśmy pamiętali o naszych bohaterach, dzięki którym odzyskaliśmy Niepodległość. Temu szlachetnemu przesłaniu służy wiele rozwiązań fabularnych. Weźmy wątek młodej przyjaciółki Oli - Krystyny (Monika Pawlicka), która wykonując niebezpieczne zadanie bojowe, za swoją odwagę i poświęcenie zapłaci najwyższą cenę. Weźmy też wątek z młodym chłopcem, którym zaopiekuje się Józek i Ola, a ich wspólna troska zostanie uwieczniona na „rodzinnym” zdjęciu. Chodzi tu o komunikat zachowujący w pamięci czyny legionowe, przy czym zamysł ten zostanie wzmocniony w epilogu – ukazaniem na pełnym ekranie kilku archiwalnych zdjęć legionistów (głównie fotografie grupowe). Na jednym z nich – ukazanym celowo w zbliżeniu – zobaczymy dziewczynę-legionistkę, przypominająca z wyglądu Olę. Twórcy filmu uznają - jak można przypuszczać – że w praktyce działają refleksje Mircei Eliadego o tym, iż każda fotografia jest początkiem innego, "wielkiego czasu" i może rozpocząć funkcjonowanie mitu, który przeżywamy ilekroć spojrzymy na zapisany obraz.

Podkreśleniu wagi pamięci służy też scena, gdy ranny Józek, ma śniegu i mrozie, zamiast uciekać i wracać do oddziału, resztkami sił targa olbrzymi kamień na miejsce, gdzie oprawcy pogrzebali Stanisława "Króla" Kaszubskiego. Zostawi tam ten głaz nie tylko w podzięce za ocalenie życia, ale też – jak wolno odczytać ten pomysł scenariuszowy – aby przekazać nam wszystkim, że tak zachowują się Polacy. Że dbają o groby, a tradycje i powinności funeralne tkwią w nas bardzo głęboko. Józek zabierze też należący do „Króla” nóż z 1863 r., który Rosjanie porzucili, ale on odszukał. Twórcy sugerują tu delikatnie powinowactwo legionistów z powstańcami styczniowymi. Być może nawiązują też do kordzika, który Janek z „Czterech pancernych…” (Janusz Gajos) otrzymał od Olgierda (Roman Wilhelmi) - umierającego dowódcy. Odnalazł na kordziku wyryty napis „1863”, co zorientowanym widzom podpowiadało, że Olgierd był potomkiem zesłanych na Sybir powstańców. Tylko że w serialu Nałęckiego załoga Rudego wraz z Jakiem,  brata się i przyjaźni na bojowym szlaku z krasnoarmiejcami. Podkreśleniem tej przyjaźni będzie ślub polskiego tankisty z sowiecką sanitariuszką. O przypominaniu Legionów,  wojny z 1920 r., czwartego rozbioru z 1939 r., masowych mordów, Katynia nie może być tam mowy. Pamięć na tyle stanowi dla twórców "Legionów" główny przekaz, że kończą film wątkiem mnemonicznym, decydując się równocześnie na pozostawienie bez rozstrzygnięcia losów miłości głównych bohaterów.

Wartości, które promują „Legiony” to miłość, przyjaźń, odwaga, poświęcenie dla Ojczyzny i przyjaciół. Garstka młodych straceńców rzucających się na niemożliwe. To wszystko tu mamy, ale czy w takim wymiarze i w takim "wielkim obrazie", jaki pragnęlibyśmy dostać?

Legjony to żałobna nuta,

Legjony to skazańców głos.

Legjony to żołnierska buta

Legjony to ofiarny stos!

My pierwsza brygada,

Strzelecka gromada

Na stos rzuciliśmy nasz życia los

na stos na stos!

Podsumowując:

Niespójny i dramaturgicznie wtórny scenariusz, udana warstwa inscenizacyjna i sceny batalistyczne, jasno wyłożone przesłanie bez nadmiernego patosu i dydaktyki. Jak przedstawia się całość? O to należałoby pytać wychodzących z kina młodych ludzi. To do nich kierowany jest ten obraz. Łącznie z niepogłębioną psychologicznie konstrukcją głównego bohatera - outsidera Józka (litościwie pomijam szczegóły, zwłaszcza nieetyczny zamiar „skoku na kasę”).


 

---

po raz pierwszy: kazef, pon., 23/09/2019 - 12:23  http://blogmedia24.pl/node/82521

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz