czwartek, 10 listopada 2022

Wolę Prusa od Tokarczuk. Wokół wykładu noblistki

 Kto jeszcze nie czytał wykładu noblowskiego Olgi Tokarczuk zatytułowanego "Czuły narrator" powinien to zrobić jak najprędzej. Trzeba wszak wiedzieć, co sądzą o świecie literaci namaszczeni przez współczesnych „inżynierów dusz”. Trzeba zrozumieć na jakim etapie tworzenia „nowego człowieka” i „nowego wspaniałego świata” się znajdujemy.

 

https://www.rp.pl/Literatura/191219937-Olga-Tokarczuk-z-nagroda-Nobla-Przypominamy-jej-wyklad-noblowski.html

 

Wykład noblistki pisany jest ze starannie zaimplementowaną dawką erudycji, podaną z wycyzelowanym polotem intelektualistki. Czyta się gładko i przyjemnie – Olga Tokarczuk ładnie pisze po polsku. Swoje poglądy wygładza, nie chce być kontrowersyjna, bo odbiór najważniejszego literackiego lauru to nie jest dobry czas na ostre i rewolucyjne nawoływania.

Fragmenty, w których autorka dzieli się z odbiorcami przemyśleniami dotyczącymi misji i odrębności literatury, są najciekawsze i okraszone pysznymi passusami, jak np. ten, gdy Tokarczuk opisuje pytania od dociekliwych czytelników, kwitując: Jak wytłumaczyć ontologiczny status Hansa Castorpa, Anny Kareniny czy Misia Puchatka?  

Także gdy opowiada o czułości związanej z głębokim przejęciem się drugim bytem mamy wrażenie odkrywania zgrabnie zdefiniowanej, nowej jakości (choć gdy się chwilę zastanowić, owa czułość nie jest niczym oryginalnym wśród wyróżniających się wrażliwością twórców). Interesująco brzmią przemyślenia pisarki o współczesnej roli seriali, choć aby w tym zakresie dowiedzieć więcej o najnowsze trendy należałoby pytać właścicieli Netflixa. Wszak to oni decydują, w którą stronę kierują świadomość milionów widzów, jakich metod używają i do jakich technik sięgną w kolejnym etapie. Olga Tokarczuk bardzo chce udowodnić, że trzyma rękę na pulsie, ale przecież na polskim gruncie o wiele głębiej o stanie kultury słowa i świecie seriali pisał całkiem niedawno znany i ceniony autor literatury science-fiction Jacek Dukaj („Po piśmie”, Wyd. Literackie, maj 2019).

 

Proszę zobaczyć tekst Dukaja tutaj:

https://forumprzyszloscikultury.pl/upload/jacek-dukaj-sztuka-w-czasach-sztucznej-inteligencji-pdf.pdf

 

Nad rozważaniami Tokarczuk ustawicznie unosi się myśl o Wielkim Nieobecnym. Pojawia się się już wtedy, gdy pisarka wspomina swoją matkę, pisząc o niej: niereligijna młoda kobieta, moja mama, dała mi coś, co kiedyś nazywano duszą, a więc wyposażyła w najlepszego na świecie czułego narratora. Myśl o Nim doskwiera, gdy Tokarczuk pisze następująco:

 

Czy zastanawialiście się kiedyś, kim jest ten cudowny opowiadacz, który w Biblii woła wielkim głosem: „Na początku było słowo”? Który opisuje stworzenie świata, jego pierwszy dzień, kiedy chaos został oddzielony od porządku? Który śledzi serial powstawania kosmosu? Który zna myśli Boga, zna jego wątpliwości i bez drżenia ręki stawia na papierze to niebywałe zdanie: „I uznał Bóg, że to było dobre”. Kim jest to, które wie, co sądził Bóg?

 

Ani przez chwilę nie wątpimy, że Olga Tokarczuk podobnie jak jej matka jest „niereligina”. Że w najmniejszym stopniu, także pisząc powyżej cytowane słowa, nie zakłada istnienia Boga ani bożych praw. Pan Bóg jest w jej świecie nieobecny.

Noblistka ma świadomość nieuporządkowania wizji świata, którą przedstawia. Zastanawia się, kto stworzy jedną wielką opowieść o wszystkim? Nie mamy jeszcze gotowych narracji nie tylko na przyszłość, ale nawet na konkretne „teraz” - pisze.  Dylematem tym zajmuja się od dawna rózne środowiska. Miesiąc temu w bardzo ciekawym programie „Kronos” na TVP Kultura temat nowego, sensownego opisu zmieniającego się świata podjęli goście zaproszeni do studia przez prof. Piotra Nowaka. Można było usłyszeć, że oczekiwania stworzenia spójnego systemu ze strony lewicowych aktywistów są bardzo duże, ale czy można podtrzymać moralność zapominając o Bogu? Czy więzi społeczne mogą istnieć bez etycznych powinności? Normy prawne bez zakorzenienia w prawdach wiary? Uczestnicy panelu byli bardzo sceptyczni w tym zakresie.

 

Mam za złe Oldze Tokarczuk manipulacje, które umieściła w tekście. Z marnym chwytem erystycznym mamy do czynienia wtedy, gdy w jednym, dłuższym zdaniu wymienia wygłaszane z absolutną pewnością bardzo konkretne i określone idee – ziemia jest plaska, szczepionki zabijają, ocieplenie klimatyczne jest bzdurą, a demokracja w wielu krajach nie jest zagrożona. „Idee” tu podane mają być przykładami abberracji, tez głupich i fałszywych. Jednym tchem wymieniane są tu poglądy, z którymi walczy współczesna lewica, przy czym wszystkie zostają od razu ośmieszone i wykpione poprzez sunące na czele niewątpliwą bzdurę: ziemia jest płaska.

W podobny sposób postępuje Olga Tokarczuk, gdy wyrażając troskę o brak nowoczesnych sposobów opowiadania o świecie, autorytatywnie i z udawaną pobłażliwością wplata w swoją dłuższą refleksję pogląd o wcześniejszych „zardzewiałych i anachronicznych” narracjach, unieważniając w ten sposób – jej zdaniem - minione sądy, które nie przystają do rozpoznanego przez autorkę świata nowoczesności:

 

Brakuje nam języka, brakuje punktów widzenia, metafor, mitów i nowych baśni. Jesteśmy za to świadkami, jak te nieprzystające, zardzewiałe i anachroniczne stare narracje próbuje się wprzęgnąć do wizji przyszłości, może wychodząc z założenia, że lepsze stare coś niż nowe nic, albo próbując w ten sposób poradzić sobie z ograniczeniem własnych horyzontów. Jednym słowem – brakuje nam nowych sposobów opowiadania o świecie.

 

Najsłabiej intelektualnie wypadają przemyślenia noblistki dotyczące problemów globalizmu i ekologii. Nie będę się to nich szerzej odnosił, gdyż zwyczajnie nie ma to sensu. Zamiast tego wolę zacytować polskiego pisarza Bolesława Prusa, który pisał z czułością, a na temat przyrody miał poglądy jasne i niezłomne. Takie, które nigdy nie zardzewieją, bo „stara miłość nie rdzewieje”.

 

Kąpałem się pode młynem, albo w dziurawem czółnie pływałem po stawie. W parku, ze zwinnością kota, goniłem po gałęziach wiewiórki. Raz, wywróciło mi się czółno, i pół dnia przesiedziałem na pływającej kępie, nie większej od balji. (…)

Nie mając z kim żyć, żyłem z naturą. Znałem w parku każde mrowisko, w polu każdą jamę chomików, w ogrodzie każdą ścieżkę kretów. Wiedziałem o ptasich gniazdach i o dziuplach, gdzie hodowały się młode wiewiórki. Odróżniałem szmer każdej lipy około domu i umiałem wyśpiewać to, co wiatr wygrywa na drzewach. Nieraz słyszałem jakieś wiekuiste chodzenie po lesie, choć nie wiedziałem, czyje ono. Wpatrywałem się w migotanie gwiazd, rozmawiałem z nocną ciszą, a nie mając kogo całować, całowałem psy podwórzowe.

 

B. Prus, Grzechy dzieciństwa, opowiadanie publikowane po raz pierwszy w "Kurierze Warszawskim" (25 IV - 12 V 1883).

--

po raz pierwszy: 

kazef, czw., 12/12/2019 - 00:28   http://blogmedia24.pl/node/82920

---

Mój tekst zawierał kilka smaczków

Niektóre tu zdradzę. Te dotyczące afiliacji Olgi Tokarczuk z Bolesławem Prusem.

1) w 2004 roku ukazała się książka: Ewa Poczoska, Dojrzewanie, dojrzałość, niedojrzałość: od Bolesława Prusa do Olgi Tokarczuk. (wyd. Sic). Zwracam uwagę na tę perspektywę: horyzont literacki rozciągnięty między Prusem a Tokarczuk.

2) trzy lata wcześniej Wydawnictwo Literackie opublikowało książkę Olgi Tokarczuk "Lalka i perła".

Fragmenty recenzji:

Grażyna Borkowska w „Res Publice Novej”: -„Esej Olgi Tokarczuk o Lalce Bolesława Prusa potwierdza wyjątkowość autorki. Tokarczuk jest chyba jedyną pisarką swojego pokolenia, która związek z tradycją rozumie bardzo konkretnie – jako wspólnotę duchową ufundowaną na pytaniach przełomu XIX i XX wieku. Te pytania dotyczą relacji między nauką a sztuką, wiedzą a metafizyką, wewnętrzną wolnością jednostki a historią. Najważniejszy jest jednak Prus. Czyta go Tokarczuk niespiesznie, z wdziękiem i wiarą w potęgę starego mistrza”.

Kazimierz Maciąg we „Frazie”: „Lalka i perła jest świadectwem autentycznej fascynacji powieścią Prusa, jest zapisem jej indywidualnej lektury poprzez pryzmat własnej wizji świata, własnych kompetencji i doświadczeń. Lalkę interpretuje autorka jako powieść inicjacyjną, literacką opowieść o poszukiwaniu i odnajdywaniu sensu życia”.

3) czy można się zatem dziwić Łukaszowi Warzesze, że mówiąc o noblistce Oldze Tokarczuk wymienił akurat nazwisko autora "Lalki", jako pisarza, którego ceni bardziej? A że przy okazji zaliczył Prusa do noblistów? W TVN nie takie bzdury się wygaduje.

Łukasz Warzecha w TVN24:
"Jest mi pani Tokarczuk i jej twórczość obojętna całkowicie. Na podstawie tego, co wiem i co czytałem o jej książkach, doszedłem do wniosku, że nie będę ich umieszczał w swoim zbiorze, i że mam ciekawsze rzeczy do przeczytania - stwierdził redaktor Warzecha i dodał, że "jakby miał wybierać z polskich noblistów, to zdecydowanie Prusa i Sienkiewicza".

4) Proszę się zatem nie dziwić, że i ja umieściłem obok siebie Prusa i Tokarczuk.
Chodziło jednak nie tyle o swego rodzaju nawiązanie do związków Prus-Tokarczuk, a o rzecz dla mnie całkowicie pierwszorzędną:
o ukazanie zupełnie odmiennego, nienaturalnego rozumienia przyrody prezentowanego przez Olgę Tokarczuk. Na tle pięknych i prostolinijnych refleksji Bolesława Prusa podejście Tokarczuk wydaje się (to będzie właściwe słowo) anachroniczne!
Wybrałem cytat z "Grzechów dzieciństwa", ale przecież znakomitych fragmentów prozy Prusa obrazujących jego kontakt z przyrodą nie brakuje.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz