wtorek, 15 listopada 2022

Widziane po latach. "Z autobusem Arabów zdradziła go..." ("07 zgłoś się" i przebój Lady Pank)

 Pisząc w poprzednim artykule o aborcji, z którą oswajali społeczeństwo twórcy ostatniego odcinka serialu „07 zgłoś się”, przytoczyłem słowa będącej w niechcianej ciąży milicjantki Anny kierowane do porucznika Borewicza: „ja wiem, że ty dużo możesz, miałeś dużo przygód z kobietami". Z wcześniejszych odcinków serialu można się było dowiedzieć o jednej aborcji, ale akurat o takiej, o której nic najpierw nie wiedział Borewicz – mimo że bezpośrednio go dotyczyła.

Borewicz wspomina, że był żonaty z Joanną (Izabela Trojanowska). Małżeństwo zakończyło się rozwodem, bo Joanna związała się z bogatym Libańczykiem, z którym wyjechała do Libanu. Borewicz mówił wobec tego o sobie, że został „porzucony”. W 12 odcinku Joanna odwiedziła Warszawę i zapragnęła spotkać się z Borewiczem zapraszając go do pokoju hotelowego. Podczas rozmowy kobieta zwierza się, że była w ciąży, którą usunęła (nie ujawniła, kto był ojcem dziecka, ale przypuszczalnie był to Borewicz). Z innego fragmentu serialu widz zapamiętał, że Borewicz wspomniał, że żona była wierząca i dostała zezwolenie na ślub z niewierzącym”. Twórcy serialu zadbali zatem o to, aby kobieta, która dla pieniędzy porzuca męża i przeprowadza aborcję, była identyfikowana przez widzów jako wierząca...

Czy ktoś miałby dziś odwagę zapytać Izabelę Trojanowską, o co chodziło w scenie hotelowej?

I jeszcze jedna ważna rzecz.

Niektórzy maczo z PRLu (a za takiego uchodzi w serialu Borewicz) mieli problem z utrzymaniem przy sobie swoich żon i partnerek. Późny PRL był dewizowym rajem dla obcokrajowców, w stołecznych hotelach i restauracjach królowali Niemcy (ci z RFN) czy Szwedzi. Arabów zachęcał do podróży LOT, a na dancingi dowoziły ich busy. Stać ich było na wszystko, płacili twardą, zieloną walutą, a zorganizowany specjalnie dla nich luksus kosztował w przeliczeniu na dolary grosze. Komunistyczne władze i służby kontrolujące półświatek zacierały brudne łapy, bo w zadłużonym kraju brakowało dewiz. Przynętą dla specyficznych turystów były też tanie dziewczyny, nie tylko te wykonujące najstarszy zawód świata, ale też takie, dla których liczyła się kasa – takie jak żona Borewicza.

Ślady traumy zdradzonych samców odnajdziemy w hicie Budki Suflera „Jolka, Jolka, pamiętasz" z 1982 r., gdy schrypiały wokalista wyśpiewuje żale po dziewczynie, która „z autobusem Arabów zdradziła go". Podobny motyw odnajdziemy w przeboju Lady Pank napisanym niemal w tym samym czasie:

 

U "Maxima" w Gdyni

znów cię widział ktoś

Sypał zielonymi

mahoniowy gość (...)

Tańcz głupia, tańcz... (...)

Sama tego chciałaś...
Pewnie coś był wart
zapłacony ciałem
kolorowy slajd

Tańcz głupia, tańcz...

 

Tak sobie myślę, że autorzy tekstów, ale nie tylko oni – także muzycy wykonujący wymienione utwory musieli mieć niezły ubaw. Większość społeczeństwa ledwo wiązało koniec z końcem, wystawało w kolejkach za mięsem, masłem, chlebem – za wszystkim. Panowała powszechna bieda i zniechęcenie socjalistycznym marazmem. A oni kazali młodemu pokoleniu, dzieciom tych biednych ludzi, nucić swoje protest-songi: o Maximie w Gdyni, złotym BMW, mahoniowym gościu, autobusie Arabów... Czy ktoś z nastoletnich dziewcząt i chłopców wiedział, o czym śpiewa powtarzając przebojowe słowa? Czy rozumiał, co nagrywa na magnetofonie, czym się ekscytuje włączając Listę Przebojów Programu III, skacząc pod sceną na koncercie? Autorem tekstu do „Jolki...” był Marek Dutkiewicz (muzyka: Romuald Lipko), słowa do „Tańcz głupia, tańcz” napisał Andrzej Mogielnicki (muzyka: Jan Borysiewicz). Budka Suflera, Lady Pank...

Tak! Musieli mieć niezły ubaw.

 

2. Uzupełnienie nr 1

Fragment tekstu Czesława Rymanowskiego, "Tańcz, głupia tańcz...", "Prestiż" 2016, nr 8. 


http://prestiztrojmiasto.pl/magazyn/71/kultura/tancz-glupia-tancz   

Jedna z pierwszych piosenek zespołu Lady Pank uczyniła nieśmiertelnym bodaj najbardziej znany, wręcz legendarny trójmiejskich lokal. Stojący nieopodal orłowskiego mola Maxim za czasów PRL-u stanowił artystyczną i towarzyską mekkę. Nie tylko na Wybrzeżu, ale w skali całego kraju. Ulokowany na skarpie, posiadał piękny, przeszklony taras, z którego widać było Bałtyk. Wewnątrz znajdowały się stylowe meble i... rosnące drzewo, którego korona wystawała ponad dach.

Właścicielem tego ekskluzywnego przybytku był doktor nauk humanistycznych Michał Antoniszyn, znany w środowisku pod pseudonimem „Mecenas”, który sprowadził do Polski pierwsze maszyny grające. W latach 80-tych Maxim był miejscem, które niezwykle chętnie odwiedzali nie tylko tamtejsi cinkciarze, marynarze, czy obcokrajowcy, ale także artyści, m.in. Violetta Villas, Bohdan Łazuka, Roman Polański, Günter Grass, a później Cezary Pazura, czy Bogusław Linda. 

Pod klub podjeżdżały nieliczne wówczas w naszym kraju limuzyny, z których wychodziły ubrane w ekskluzywne futra kobiety. Na spędzenie tu wolnego czasu stać było tylko nielicznych, drink kosztował ówczesną przeciętną miesięczną pensję. Tu swoją karierę, jako bramkarz i ochroniarz, rozpoczynał Nikodem Skotarczak „Nikoś”, późniejszy boss trójmiejskiego świata przestępczego. Tu kręcono sceny do seriali „Czterdziestolatek”, „07 zgłoś się” i filmu „Smażalnia Story”. 

Atmosferę panującą w Maximie opisał twórca tekstów Andrzej Mogielnicki, który trafił tam latem 1981 roku. 

- I tak znalazłem się w miejscu dziwnym i intrygującym – opowiadał dziennikarzowi Adamowi Halberowi. - Oczywiście znałem tego rodzaju warszawskie lokale. Dewizowi goście, panienki, waluciarze, pewexowe papierosy, ale tu nagle zobaczyłem to w jakimś nad-wymiarze. Na początku było uroczo. Lokal nad morzem, chyba nawet miał jakieś takie molo, czy pomost, ale kiedy zaczął się zapełniać.... Marynarze, Szwedzi, Arabowie, miejscowe cwaniaczki, głośna muzyka i dziewczyny. Nie tylko prostytutki, także szukające przygód, albo jak to się dziś mówi: sponsora, kilkunastolatki. Popijałem, chłonąłem całe to Panoptikum i nagle otworzyła mi się jakaś szufladka i zacząłem opisywać tamten wieczór w Maximie - mówił Mogielnicki. 

Tańcz głupia, tańcz, / swoim życiem się baw! / Wprost na spotkanie ognia leć! / Tańcz głupia, tańcz, wielki bal sobie spraw! / To wszystko, co dziś możesz mieć..

Tekst powstał do jednego z muzycznych pomysłów gitarzysty Jana Borysewicza, który właśnie, tak jak i Mogielnicki, zakończył swoją współpracę z Budką Suflera. 

Był wulkanem pomysłów – wspominał Mogielnicki Borysewicza. - Przynosił mi na kasecie dziesiątki motywów muzycznych. Jeszcze niegotowych piosenek, ale jakichś motywów, mniej lub bardziej udanych solówek, które po prostu „wyczarowywał”. Miał tak, że brał gitarę do ręki i spod palców płynęła chwytliwa melodyjka.

Obaj panowie mieli już na koncie wspólną piosenkę dla Budki „Nie wierz nigdy kobiecie” i postanowili założyć zespół. Piosenka „Tańcz, głupia tańcz” powstała przy okazji nagrywania drugiego albumu Izabeli Trojanowskiej, której Mogielnicki miał być producentem. Wytwórnia Tonpress wynajęła jesienią 1981 r. najlepsze wtedy w kraju studio nagraniowe w krakowskim Teatrze Stu, zaś wśród muzyków sesyjnych znalazł się także Borysewicz. Podczas sesji wygospodarowano czas na nagranie pięciu piosenek, będącej wtedy jeszcze w projekcie grupy Lady Pank. 

Partię wokalną zaśpiewał już Janusz Panasewicz, który specjalnie na tę okazję wziął przepustkę z wojska i przyjechał w mundurze. Na gitarze grał oczywiście Borysewicz. Pozostałymi muzykami byli, jak twierdzi Mogielnicki „koledzy Janka z Wrocławia”. Rok później ukazał się pierwszy singiel Lady Pank „Minus 10 w Rio”/”Mała Lady Punk”, a w 1983 debiutancki album zespołu zapoczątkowujący jego wielką karierę. 

Co ciekawe, piosenka „Tańcz, głupia tańcz” nie trafiła ani na singla, ani na album zespołu. Była za to pierwszą piosenką Lady Pank, która notowana była na kultowej wówczas liście przebojów programu trzeciego polskiego radia, spędzając na niej pięć tygodni i dochodząc do pozycji siódmej. Do dzisiaj jest jednym z najpopularniejszych utworów zespołu.

A „Maxim”? Lokal zaczął podupadać z końcem PRL-u. Nie było pieniędzy na czynsz, zmieniali się właściciele. W 2004 roku zakończył działalność. Obecnie sukcesywnie niszczeje i w niczym nie przypomina luksusowego przybytku z lat swojej świetności. 



3. Uzupełnienie nr 2

Fragment tekstu Jerzego Jachowicza, Przerwana kariera „Nikosia” w „Las Vegas”, aktualizacja: 13.05.2019 

https://www.tvp.info/42600602/przerwana-kariera-nikosia-w-las-vegas 

Większość karier gangsterskich – o ile to można nazwać karierą – miała swoje źródło w tajnej współpracy w czasach PRL ze Służbą Bezpieczeństwa. (...)
Jednym z nich był Nikodem Skotarczak, pseudonim Nikoś, obwołany przez część mediów królem gangsterów Wybrzeża. (...)
Już jako młody, ledwie 20-latek, zyskał w kręgu półświatka Wybrzeża popularność jako bramkarz w pierwszych w Polsce nadmorskich klubach nocnych. Zaczął w gdyńskiej nocnej knajpie „Maxim”, cieszącej się w latach 70. największą popularnością w Trójmieście. Stałymi bywalcami lokalu byli znani szefowie złodziejskich szajek, paserzy i prywaciarze. 

Ojcem chrzestnym „Nikosia” był słynny ówczesny kryminalista Gdańska Michał Antoniszyn, pseud. Mecenas. W uznaniu dla bystrości „Nikosia” pasował go na szefa gdańskich cinkciarzy, wśród których młody chłopak pełnił rolę kasjera pieniędzy przekazywanych „Mecenasowi” od zysków uzyskiwanych przez handlarzy walutą, obstawiających z reguły peweksy i bazary. „Nikoś” w porozumieniu z kierownikami peweksów szybko zwietrzył dla siebie uboczny interes – przemyt luksusowych alkoholi i zachodnich papierosów. (...)

14. Znalazłem jeszcze jeden ślad

po traumie macho zdradzonego przez żonę z "dewizowcem". W tym przypadku nawet dziecko mu zabrała i wyjechała do USA.
Środowisko zdradzonego macho dziwnie znajome, niczym to u Maxima w Gdyni.
Witać motyw "zdradziła go" z dewizowcem był popularny i odgrzewany. W filmach i tekstach pop-rockowych.
Oto w filmie "Psy" Władysława Pasikowskiego z 1992 r. mamy rozmowę przy stole w restauracji, którą inicjuje 17-letnia, atrakcyjna Angela Wenz (Agnieszka Jaskółka) zwracając się do „Franza” Maurera (Bogusław Linda): "- Ok. Najadłam się. Teraz możesz mnie przelecieć." Pamiętamy, że Bogusłąw Linda gra tu esbeka, który po wieloletniej służbie w wyniku przemian politycznych zostaje skierowany do policji kryminalnej. Dalej rozmowa, w której rozmówcy poznają się wzajemnie, przebiega następująco:
Franz: - Masz jakiś dom, rodzinę?
Angela: - Mówią, że mam ojca księdza. A ty?
F: - Żonę mam. W Ameryce. Zostawiła mnie.
A: - Głupia cipa!
F: - Zabrała mojego syna. Mam jeszcze brata w Auckland w Nowej Zelandii.
A: - To co tu robisz?
F: - Pytasz o brata czy żonę?
A: - O synka.
F: - Porządek tu robię.
A (odwracając głowę za siebie): - Fajny masz ten samochód.
F: - Żony!
A: - Hę, no ja myślę, że nie z pensji "psa" (esbeka - przyp. kazef). Co ci jeszcze zostawiła?
F: - Nic, wszystko mi zabrała.
A: - Dlaczego odeszła?
F: - Normalnie. Bo to... zła kobieta była.
A: - A ty jesteś bez winy?
F: - Ja jestem święty, he, he.. Szkoda bo... Zjesz coś jeszcze?

Co tutaj mamy? Ładna, młoda i bezpruderyjna dziewczyna bez problemu proponuje esbeckiemu macho, że może ją "przelecieć". W miarę rozmowy, okazuje się, że tkwią z niej jakaś kobiece uczucia, gdy dopytuje Franza o synka. Ten jest Angelą coraz bardziej zainteresowany, ale nie chce brnąć w dalszą rozmowę o swojej sytuacji osobistej. Jest biednym, bo zdradzonym, i biednym, bo mało zarabiającym esbekiem. Pod maską twardziela skrywa duszę wrażliwca.

Reżyser buduje w tej scenie sympatię do esbeka (i do esbecji, tak w tej scenie, jak i w całym filmie). Nić twardziela-wrażliwca będzie rozwijana w dalszym rozwoju akcji. 

------------------

po raz pierwszy:   kazef, pt., 17/01/2020 - 22:01    http://blogmedia24.pl/node/83080

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz