wtorek, 15 listopada 2022

Tomek na tropach Dzierżyńskiego. Wywiad z Alfredem Szklarskim

 Nie pamiętam już, jak zdobyłem adres zamieszkania jednego z moich ulubionych pisarzy. Prawdopodobnie udałem się do siedziby katowickiego wydawnictwa „Śląsk”, gdzie wytłumaczyłem, że w ramach studenckich praktyk dziennikarskich chciałbym przeprowadzić wywiad z autorem cyklu o Tomku Wilmowskim.  

Pisarz mieszkał w skromnej kamienicy przy ulicy Jordana 13A w Katowicach. W mieszkaniu miał pokój przeznaczony na swój gabinet. Zapukałem do drzwi 9 września 1991 r. Byłem fanem pisarza - przeczytałem wcześniej książkę „Sobowtór profesora Rawy” i wszystkie „Tomki”. Ale największe wrażenie zrobiła na mnie trylogia o Indianach zatytułowana „Złoto Gór Czarnych”.

Otworzyła mi żona autora, zaprowadziła do jego gabinetu. Pamiętam podróżnicze precjoza z różnych stron świata. Pan Alfred opowiadał bardzo ciekawie. W trakcie dwugodzinnej rozmowy wypalił kilka papierosów Marlboro – mówił, ze mu ten nałóg szkodzi, ale nie potrafił się go pozbyć. Kilka razy zajrzała do pokoju nastoletnia wnuczka pisarza – pamiętam, że zjawiskowej urody.

Mój wywiad z Alfredem Szklarskim ukazał się w październiku 1991 r. w łódzkim dzienniku „Głos Poranny” (do stycznia 1990 r. wychodził jako partyjny „Głos Robotniczy”). Ukazywał się na terenie 5 województw: łódzkiego, płockiego, piotrkowskiego, sieradzkiego i skierniewickiego. Redakcji tekst bardzo się spodobał, więc postanowiła go wyeksponować - wydrukowany został w magazynie sobotnio-niedzielnym, a jego pierwszą część zamieszczono na pierwszej kolumnie.

Jest dziś trudno dostępny – archiwalne numery „Głosu Porannego” póki co nie zostały zdigitalizowane. Postanowiłem się nim z Państwem podzielić – wyciągnąłem z szafy pieczołowicie przechowywaną przez ponad 28 lat gazetę.

 

Tomek na tropach Dzierżyńskiego

„Głos Poranny”, nr 251(528),  rok II, sobota-niedziela 26/27.10.1991 r., cena 1000 zł.

 

s. 1.

Alfred Szklarski – autor podróżniczych przygód Tomka Wilmowskiego mieszka w centrum Katowic w bloku wielorodzinnym. Jest starszym siwym panem, ale w trakcie rozmowy widać, że zachował młodzieńczy temperament.

Na biurku, przy którym pracuje, leżą książki, mapy i brudnopisy. Stoi też kilkanaście zdobionych fajek, ściany pokoju stroją drewniane figurki, posążki i inne trofea z podróży. Pan Alfred, chociaż swoich bohaterów wysyłał na różne świata strony, sam wyruszył w podróż tylko raz. Odwiedził Egipt. Pytam więc, skąd tyle pamiątek.

- To wszystko przywiozła żona. Ja opisuję piękne miejsca, a ona je zwiedza. Część pamiątek dostałem od wielbicieli z całej Polski. Np. mapę, na której zaznaczone są wszystkie miejsca, które Tomek odwiedził i te, które dopiero ma odwiedzić.

- Zapowiadał pan, że w kolejnej książce Tomek wyruszy do Egiptu. Czy przeżyje podobne przygody jak pan?

- Na pewno trochę z moich doświadczeń znajdzie się w tej książce. To, ze po raz pierwszy widziałem kraj, który chcę opisać, wcale nie ułatwia mi pracy. Zbyt wiele chciałoby się przekazać. Przede wszystkim pokażę Nil, rzekę, która mimo że płynie przez najgorętsze pustynie, nie wyparowuje i daje życie Egipcjanom. To bardzo frapujące.

- Co przeżyją nasi przyjaciele w Egipcie?

- Powieść będzie się nazywała „Tomek w grobowcach faraonów”. Bohaterowie udadzą się nad Nil, żeby wypocząć. Zwłaszcza ojciec Tomka, Andrzej Wilmowski, który po tych wszystkich podróżach nabawił się bólów reumatycznych, będzie chciał odpocząć. Bardzo

s. 4.

szybko okazuje się, że nie będą to nudne wakacje kuracyjne. Przyjeżdża tajemniczy podróżnik Jan Smuga i podejmuje tajną misję. Ma wytropić szajkę złodziei okradających starożytne groby. Tomek z przyjacielem pomagając mu, rzucają się w wir przygód. Wiele w egipskich grobowcach przeżyje żona Tomka – Sally, która interesuje się archeologią.

- Kiedy możemy spodziewać się tej książki w księgarniach?

- Wydawca ponagla mnie, żebym skończył już na gwiazdkę. Raczej mi się to nie uda. Ostatnimi laty piszę wolniej, bo mam kłopoty ze zdrowiem. Jestem po dwóch zawałach…

- Co będzie pan pisał potem?

- Mam zamiar napisać o powstaniu warszawskim. Tomka wyślę na Alaskę. Bardzo chciałbym też wrócić do tematyki indiańskiej. Jestem przygotowany do powieści z życia Apaczów, Komanczów i Pueblosów.

- Przygotowania do powieści pochłaniają zapewne mnóstwo czasu?

- Tak. Do każdego Tomka trzeba przeczytać kilka tysięcy stron różnych dzieł etnograficznych, podróżniczych i geograficznych. Wymaga to długich starań. Do trylogii indiańskiej zbierałem materiały przez 13 lat, pisałem ją przez 8 lat. Na najlepszy opis angielski bitwy pod Little Big Horn czekałem ponad rok. Zgromadziłem w domu komplet dzieł amerykańskich pozwalających mi pisać o każdym ludzie indiańskim.

- Nikt nie zarzucił panu nigdy jakiegoś błędu?

- Błędy zawsze są możliwe, ale ja staram się ubezpieczać. Jeśli jakaś ciekawostka nie ma potwierdzenia w 2-3 innych źródłach, wtedy z niej rezygnuję. Najwięcej problemów miałem z Tomkiem wśród łowców głów. Posiadałem fantastyczne materiały etnograficzne i balem się ich użyć, chociaż były sprawdzone. Za niektóre pikantne szczegóły, w czasach, w których pisałem, mogłem być łatwo posądzony, że szerzę gusła i zabobony.

- Podróżnicze przygody były tematem raczej neutralnym. Czy mimo to miał pan jakieś kłopoty z cenzurą?

- Świadomie wybrałem taka tematykę. Kłopoty miałem właściwie tylko z „Tajemniczą wyprawą Tomka”. Wiadomo, akcja działa się wśród zesłańców na Syberii. Wysłałem więc maszynopis najpierw do akceptacji Ministerstwa Kultury, Oświaty i Wychowania. Dopiero gdy miałem pozwolenie z Warszawy, zaniosłem to do wydawnictwa. Myślę, że i tak udało mi się kilka rzeczy przemycić.

- Nikt nie podsuwał Panu „ciekawych” pomysłów do książek?

- Pamiętam, kiedyś jeden pan z wydawnictwa „Śląsk” podszedł do mnie i mówi: - Panie Szklarski, może by pan opisał jak Tomek uwalnia w Rosji Dzierżyńskiego? Zaniemówiłem. – To jest temat! – szczerze mnie zachęcał. Wreszcie wpadła mi do głowy odpowiedź, która wybawiła mnie z opresji.

- Jak taki mały Tomek ma uwolnić takiego wielkiego bohatera? – mówię. Ustąpił.

- Czy słucha pan wobec tego sugestii i życzeń czytelników?

- Dostaję bardzo wiele listów. Więcej nawet od dorosłych nić od dzieci. Czytają mnie rodzice razem z dziećmi. Tomek ma już przecież ponad 30 lat! Czytelnicy stanowczo zabronili mi uśmiercać moich – ich bohaterów. Nie życzą sobie, żeby im się stała jakakolwiek krzywda. Bardzo sobie cenię krytyczne uwagi czytelników. Dostosowuje akcję do ich wyobraźni i wiem, że wówczas ich zaciekawię.

- Co Pan czytał jako nastolatek?

- Przede wszystkim lubiłem książki przygodowe. Wszystkich autorów. Zaczytywałem się zwłaszcza książkami Karola Maya.

- Jak zaczął pan pisać dla dzieci?

- Namówili mnie przyjaciele. Wcześniej pisałem książki sensacyjno-obyczajowe. Taki jeden kryminał zajmował mi 3-4, a tematy brało się z życia.

- Czy dzisiejsza młodzież trochę się nie zmieniła?

- Gdy ja byłem młody, rozrabiałem jak licho, w szkole, w domu i wszędzie. Nie można odbierać młodzieży młodości. Ostatnio bardzo zmieniła się sytuacja, zmienił się stosunek do historii. Młodzi są zdezorientowani. Gdy wydawałem pierwszego Tomka, zastanawialiśmy się, ile ma kosztować – 10 czy 12 zł. Nakłady znikały wtedy błyskawicznie. Dziś książki są trochę droższe, ale myślę, że zainteresowanie moimi książkami wcale nie osłabło.

- Jaka jest recepta na dobrą książkę dla młodzieży?

- Tematów młodzieżowych jest dziś od licha i trochę. Z młodzieżą trzeba rozmawiać, dowiadywać się o problemach. Wiem, że w pierwszym Tomku bardzo podobał się rozdział dziejący się w szkole. Niech dzisiaj ktoś napisze powieść o życiu szkolnym, o narkotyzowaniu się, o innych problemach. Pokazać jedną klasę od A do Z. To byłby bestseller.

- Gdyby pan dziś zaczynał pisać?

- Może zrobiłbym przekrój przez kamienicę, pokazał różne postawy, blaski i cienie, młodzież. Tematy, które zainteresowałyby czytelnika, leżą na ulicy, tylko trzeba się po nie schylić. Choćby napisać dzisiejszą karierę Nikodema Dyzmy. Można by boki zrywać, gdyby pokazać tam pewne środowiska czy absurdy.

- Sześć lat temu Krzysztof Gradowski zabrał się do pracy nad sfilmowaniem przygód Tomka. Były scenopisy, przymiarki aktorski. Przedsięwzięcie upadło. Czy doczekamy się pana powieści na ekranie?

- Ostatnio toczą się pertraktacje z radziecką wytwórnią Gorki. „Tomki” bardzo się podobają w ZSRR. Rosjanie chcieli kręcić filmy już wcześniej, ale bez jednego tytułu: „Tajemniczej wyprawy Tomka”. Książka miała u nich trzy wydania, ale „film to co innego” – mówili.

- Jak pan się na to zapatruje?

- Oglądałem radzieckie filmy przygodowe dla dzieci i podobały mi się. Obawiam się tylko jednego: jaka będzie reakcja moja i polskich widzów, gdy zobaczą Tomka mówiącego po rosyjsku.

- Co panu dało pisanie dla dzieci?

- Wielką satysfakcję. Wiedzieć, że moje książki się podobają, sprawiają przyjemność, są przez tyle lat bestsellerami, to olbrzymia satysfakcja.

 

Rozmawiał: Krzysztof Zajączkowski

 

Alfred Szklarski – urodził się w 1912 r. w Chicago, jego ojciec był emigrantem politycznym z 1905 r. W 1926 r. wrócił do Polski. Ukończył Wydział Konsularno-Dyplomatyczny Akademii Nauk Politycznych w Warszawie. Przed wybuchem wojny mógł wrócić do USA. W dniu wkroczenia Niemców do Warszawy w `1939 r. ożenił się. Został w kraju. Przeżył okupację, walczył w powstaniu warszawskim. Pierwszą powieść, sensacyjny „Gorący ślad” wydał pod pseudonimem A. Bronowski w 1946 r. Pisanie dla dzieci młodzieży zaczynał od książki fantastyczno-przygodowej „Sobowtór profesora Rawy”. Następnie stworzył postać Tomka Wilmowskiego. Który stał się ulubionym bohaterem polskich dzieci. Cykl „Tomków” przerwał do tej pory tylko raz, pisząc Trylogię Indiańską, barwną opowieść z życia Dakotów.

-----------

 

Dodatek:

Notkę biograficzną Alfreda Szklarskiego uzgodniłem z nim samym. Obok wywiadu na 4 stronie gazety zamieszczono także domowe zdjęcie autora siedzącego przy stole w ciemnym swetrze (ujęcie od pasa w górę). Pod fotografią znalazła się reprodukcja ręcznie napisanych pozdrowień, o które poprosiłem w trakcie wizyty: „Serdeczne pozdrowienia dla Czytelników ‘Głosu Porannego’ załącza autor przygód Tomka”. Dalej podpis pisarza i data: 1991.09.09.

Po opublikowaniu wywiadu ponownie odwiedziłem kamienicę przy Jordana 13A. Podarowałem pisarzowi wydrukowany egzemplarz gazety. Był bardzo zadowolony z publikacji. Chwilę porozmawialiśmy. Wpisał mi dedykację "z podziękowaniem za wywiad" na pierwszej stronie "Tajemniczej wyprawy Tomka". Dziś trzymam tę książkę w ręku. Pod dedykacją widnieje data: 1991.11.08.

6 miesięcy później, 9 kwietnia 1992 roku, Alfred Szklarski zmarł. Został pochowany na cmentarzu przy ulicy Sienkiewicza w Katowicach.

Obecnie w Domu Oświatowym Biblioteki Śląskiej w Katowicach można zobaczyć specjalnie zaaranżowany pamiątkowy gabinet pisarza, a w budynku stolarni Muzeum Śląskiego zobaczyć przestrzeń zainspirowaną twórczością autora przygód Tomka Wilmowskiego.

Opublikowany w tym miejscu wywiad, być może był ostatnim, jakiego pisarz udzielił.


---

po raz pierwszy: kazef, wt., 24/03/2020 - 18:44  http://blogmedia24.pl/node/83405

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz